Restauracjapixabay.com/Free-Photos

Restaurator z Lublina podjął drastyczną decyzję. Wszystko dla ratowania swojego lokalu i miejsc pracy

Restauracja z Lublina podała informacje, która zaskoczyła wszystkich. Nie da się ukryć, że obecny czas jest trudny na wszystkich przedsiębiorstw, jednak to restauracje nadal pozostają zamknięte. Możliwa jest sprzedaż dań na wynos, co i tak prowadzi do ogromnych strat. Jeden z właścicieli postanowił sprzedać swój dobytek, żeby przetrwać. 

Każda restauracja w sezonie zimowym tętniła życiem w okresie jesienno-zimowym. Temperatura na dworze nie rozpieszczała, przez co spotkania w lokalach były tymi preferowanymi. Aktualna sytuacja w kraju uniemożliwia korzystanie z pełnych usług barów czy restauracji, zmuszając przy tym właścicieli do ponoszenia niebywałych strat. O jednym z takich przypadków pisaliśmy tutaj.

Jedna z restauracji, która mieści się w Lublinie, podała informacje na temat dalszych planów względem swojej działalności. „Sprzedam, co mam i przetrwam” powiedział restaurator z Lublina. Postanowił sprzedać dom, żeby nie zwalniaćpracowników, a przy tym nie musieć pożegnać się z interesem.

Restauracja w czasie obostrzeń

Wszyscy stanęliśmy przed zupełną zmianą naszej dotychczasowej rzeczywistości.Od marca tego roku nieustannie jesteśmy świadkami zmian, które wprowadzają rządzący. Wszystkie obostrzenia, które pojawiły się na przestrzeni miesięcy, wprowadzone zostały z uwagi na nasze wspólne dobro i chęć podniesienia komfortu naszego życia w tej ciężkiej sytuacji.


Zaczęto ograniczać większość sfer naszego życia z uwagi na szybkość rozprzestrzeniania się wirusa i sporego w związku z tym zagrożenia. Między innymi ograniczono funkcjonowanie miejsc usługowych, a w tym restauracji, pubów czy stołówek. Mnóstwo osób straciło pracę, a idąc dalej, mnóstwo z nich straciło własne biznesy. Nie wszyscy jednak chcą się poddać tak łatwo, chwytając się różnych rozwiązań.

Sprzedaż domu kosztem sprawnego interesu

Jeden z właścicieli restauracji w Lublinie podzielił się pomysłem, który zakłada sprzedaż własnego dobytku, aby móc utrzymać interes. Próbował on swoich sił przy okazji sprzedaży obrazów, które miały wspomóc jego walkę o lepsze jutro dla swoich pracowników oraz biznesu. Kilka dni po zamieszczeniu tej informacji, ta zniknęła z portalu na Facebooku.

Nie wycofuję się ze sprzedaży. Muszę to zrobić, żeby uratować swoją firmę i nie zwalniać pracowników, którzy są ze mną od wielu lat. Przeniosłem jednak anons do portalu z ogłoszeniami. Tam nie ma możliwości komentowania, bo czytanie niektórych wiadomości okazało się dla mnie zbyt obciążające psychicznie.Zdecydowana większość komentarzy to słowa otuchy. Pojawiły się jednak też takie, które sprawiają przykrość. To na przykład kpiny, że mam dom za milion, a nie stać mnie na płacenie pensji. Nie muszę tego czytać i dodatkowo się denerwować. Dlatego taka decyzja. Sprzedaż jest jednak przesądzona - powiedział restaurator.

Po nagłośnieniu sprawy przez Dziennik Wschodni, telefon właściciela nie milknie. Mnóstwo osób dzwoni po to, żeby zaoferować wsparcie i przekazać słowa otuchy. Jeden z pomysłów, który otrzymał restaurator, zakładał sprzedaż voucherów na wykorzystanie do restauracji, kiedy ta się już otworzy. Jak sam przyznaje, po pierwszym lockdownie to rozwiązanie nie cieszyło się zainteresowaniem.

Chciałbym zaapelować do wszystkich, żeby w trudnym czasie epidemii myśleli o miejscach, które lubią. Nie tylko o mnie. Moja restauracja nie jest przecież jedyna. Nie żyję na pustyni. W takiej samej sytuacji są wszyscy restauratorzy. Może można ich wesprzeć, zamawiając u nich catering świąteczny? Może zakupy na święta można zrobić nie w hipermarkecie, ale w małym osiedlowym sklepiku? Pamiętajmy, że duzi sobie poradzą. A ci mali mogą się niestety po pandemii już nie podźwignąć - dodał.

Jedyna słuszna decyzja, do której czuje się zmuszony

-Sprzedam dom, sprzedam co mam i przetrwam. Daję pracę 30 osobom i nie mogę ich zawieść. Nie mogę zawieść też swoich gości i internautów, którzy widzą potencjał w moich restauracjach. Mimo tej tragicznej sytuacji jest więc jeszcze światełko w tunelu.

Widzimy, jak okropna w skutkach jest cała sytuacja epidemiologiczna, która ma wpływ na wszystko, co z nami związane. Zachęcamy do wspierania punktów na gastronomicznej mapie waszego miasta. To z pewnością okaże się nieocenione, a co więcej, pozwoli nam się cieszyć pysznym jedzeniem tuż po tym, jak wszystko wróci do normy. O wspaniałym finale walki jednej z knajp pisaliśmy tutaj.

Jeden przepis na śledzika wigilijnego deklasuje wszystkie inne. Każdy, kto raz spróbował, nie wraca do innych wersjiJeden przepis na śledzika wigilijnego deklasuje wszystkie inne. Każdy, kto raz spróbował, nie wraca do innych wersjiCzytaj dalej

Zobacz także w naszych serwisach:

Źródło: dziennikwschodni.pl

Zapraszamy na nasz profil na Instagramie

Następny artykuł