Restauracja obciążona karąPixabay / StockSnap

Z wdzięczności nalał klientowi uwielbiany napój. Ukarano go więzieniem i horrendalną grzywną

Restauracja Poppe ze względu na pandemię została zamknięta. Mimo to, w geście podzięki, właściciel lokalu w Leuven w Belgii zdecydował się uraczyć gościa szklanką piwa. Został przyłapany na gorącym uczynku. Właśnie usłyszał wyrok więzienia, dodatkowo musi też zapłacić grzywę i uregulować koszty postępowania sądowego..

Restauracja jest miejscem, w którym nie tak dawno spotykaliśmy się by porozmawiać i zjeść pyszne dania. Niestety pandemia zmieniła nasze nawyki i przyzwyczajenia oraz spowodowała, że większość barów, restauracji i kawiarni została zamknięta.

Wiele państw na całym świecie zdecydowało się wprowadzić obostrzenia, które muszą być bezwzględnie przestrzegane. Wszystko po to, aby zapewnić nam należyte bezpieczeństwo i nie dopuścić do rozprzestrzeniania się wirusa.

Ostatnimi czasy sporo mówi się na temat kar, jakie grożą za złamanie rządowych obostrzeń. Na własnej skórze przekonał się o tym właściciel restauracji w Leuven w Belgii, który mimo iż nie otworzył swojego lokalu - podał klientowi szklankę piwa. Tak surowych konsekwencji jednak nie mógł przewidzieć.

Zamknięta restauracja okazała się miejscem, w którym doszło do złamania zasad obowiązujących podczas pandemii

Sytuacje, w których dochodzi do łamania zasad pandemii nie są częste, jednak notorycznie się zdarzają. Niedawno pisaliśmy o właścicielu restauracji w Nowej Słup, który zdecydował się na zorganizowanie imprezy dla kilkunastu osób. Teraz grozi mu grzywna nawet do 30 tysięcy złotych. Jednak restauratora z Belgii dotknęła jeszcze większa kara, a wydawałoby się, że jego przewinienie było o wiele mniejsze.

Nie tylko za napoje słodzone zapłacimy krocie. Już wiadomo, jakie produkty spożywcze podrożeją najbardziejNie tylko za napoje słodzone zapłacimy krocie. Już wiadomo, jakie produkty spożywcze podrożeją najbardziejCzytaj dalej

Jak się okazuje, pewnego wieczoru, gdy Poppe wydał już wszystkie potrawy na wynos, przy drzwiach restauracji pojawił się jeden z jego stałych klientów, którego mężczyzna dobrze znał.

Zmartwiony kondycją branży gastronomicznej, chciał zapytać o sytuację finansową ulubionego miejsca. Klient poprosił Poppe o wpuszczenie go do środka. Chciał bowiem wspomóc restaurację datkiem w wysokości 100 euro i tym samym podreperować kondycję miejsca, które straciło wielu klientów. Uradowany właściciel bez oporu się zgodził.

Postanowił odwdzięczyć się za jego hojność i zaoferował mu szklankę piwa. Wtedy w lokalu pojawiła się policja. Na nic zdały się tłumaczenia Poppe, funkcjonariusze okazali się niewzruszeni jego opowieścią i ukarali go mandatem, którego ostatecznie nie przyjął.

Jak w każdym takim przypadku, sprawa trafiła do sądu. Jednak takiego obrotu sprawy restaurator się nie spodziewał. Sąd bowiem uznał go za winnego zarzucanych mu czynów i nałożył grzywnę w wysokości 1000 euro. Na tym jednak nie koniec - obciążono go również kosztami postępowania sądowego w wysokości 300 euro. Najgorszym okazało się jednak skazanie go na trzy miesiące pozbawienia wolności.

- Kara, którą otrzymałem jest nieproporcjonalna do popełnionego czynu - twierdzi Poppe, cytowany przez przez The Brussels Times.

Mężczyzna poinformował, że zamierza odwołać się od wyroku sądu. Nie tylko zagraniczne restauracje zdane na datki od stałych klientów. O tragicznej sytuacji lokali gastronomicznych w Polsce opowiedziała niedawno właścicielka lokalu Jak U Babci Bistro, zarzucając rządzącym zbyt małą pomoc.

Artykuły polecane przez Redakcję Smakoszy:

źródło: haps.pl

Zapraszamy na nasz Instagram

Następny artykuł