Wołowina z hormonami na polskim rynku. Skażone całe partie mięsa
Unijny mechanizm RASFF bije na alarm z powodu nadmiaru progesteronu w wołowinie eksportowanej z Urugwaju. Partie skażonego mięsa trafiły także na polski rynek.
Skażone mięso
Na polski rynek dostarczono ładunek mięsa z Urugwaju, w którym wykryto zbyt wysokie stężenie progesteronu. Wywołało to niepokój o jakość produktów spożywczych. Niby specjaliści uspokajają, że ten konkretny hormon nie działa jako wydajny stymulator masy i występuje fizjologicznie w organizmach zwierząt, ale nadal - niesmak konsumentów pozostaje.
Teoretycznie trudno bezspornie ustalić źródło progesteronu w mięsie, ponieważ może występować fizjologicznie, ale i tak przedstawiciele sektora mięsnego domagają się interwencji od Komisji Europejskiej, zwracając uwagę na drastyczne różnice w przepisach sanitarnych pomiędzy Wspólnotą a państwami Mercosur.
Transport do Polski i do Niemiec
Unijny System Wczesnego Ostrzegania o Niebezpiecznej Żywności i Paszach (RASFF) opublikował oficjalny komunikat o zagrożeniu. Partie skażonego mięsa były eksportowane z Urugwaju na rynki w Polsce i w Niemczech. Szczegółów mamy mało - potwierdzono jedynie południowoamerykańskie pochodzenie produktu oraz fakt, że za jego import do Unii Europejskiej odpowiada przedsiębiorstwo zarejestrowane w Holandii.
Brukselscy urzędnicy nie sprecyzowali do tej pory, o ile przekroczono dopuszczalne limity oraz czy skażona urugwajska wołowina trafiła do sklepów detalicznych. Główny Inspektorat Weterynarii prowadzi obecnie dochodzenie w tej sprawie.
Hormony w mięsie - czy groźne?
– W produkcji zwierzęcej progesteron nie jest uznawany za efektywny środek anaboliczny. Klasyczne promotory wzrostu stosowane poza UE obejmują przede wszystkim estrogeny czy androgeny. Progesteron nie wykazuje porównywalnej aktywności w zakresie stymulacji wzrostu tkanki mięśniowej – tłumaczy cytowany przez portal farmer.pl profesor Marcin Gołębiewski.
Niemniej znaczne przekroczenie norm powinno budzić niepokój i wymaga dalszej analizy.