Jajka po szkocku kojarzą się wielu osobom wyłącznie z angielskimi pubami i świątecznymi bufetami, a szkoda, bo to danie, które równie dobrze sprawdza się jako domowy obiad czy przekąska na imprezę. Sekret tkwi w dwóch rzeczach: jajku ugotowanym dokładnie tyle, ile trzeba, i panierce, która nie odpada podczas smażenia. Pokażę ci, jak to zrobić krok po kroku, żeby za pierwszym podejściem wyszło tak, jak powinno.
Obieranie jajka na twardo potrafi zamienić się w walkę, zwłaszcza gdy skorupka odchodzi razem z kawałkami białka. Długo myślałem, że to kwestia pecha albo świeżości jajek, z którą i tak nic nie zrobię. Okazało się jednak, że cały problem rozwiązuje jeden prosty dodatek do wody, o którym wcześniej nawet nie pomyślałem.
Idzie Wielkanoc, a więc czas, kiedy zajadamy się jajkami. Z majonezem, z chrzanem, w sałatce jarzynowej… A jak zostanie to jajecznica na kolację? Cóż, jajka same w sobie są zdrowe, ale nie powinno się ich łączyć z pewnymi produktami, które nazbyt często znajdują się na świątecznym stole.
Przedwojenne jajka faszerowane pokazują, że świąteczna klasyka może smakować zupełnie inaczej niż wersja z grubą warstwą majonezu. W tej odsłonie środek jest wyrazisty, lekko słony i pełen charakteru - pojawiają się sardele, kapary, musztarda i odrobina śmietany, a całość wieńczy klarowna galareta, czyli dawny auszpik. To przepis, który nie tylko pięknie wygląda na stole, ale też wnosi coś więcej - przypomina, że dawna kuchnia potrafiła być jednocześnie elegancka, praktyczna i bardzo dobrze przemyślana.