Wkładam ziele angielskie do octu. Ten patent powinien dostać medal
Liście laurowe w occie zna już niemal każdy, kto szuka domowych sposobów na porządki. O zielu angielskim w tej roli mówi się jednak rzadko, a szkoda, bo ziarenka te kryją dokładnie ten sam związek, który odpowiada za siłę lauru. Wystarczy je zagotować razem z octem, żeby otrzymać płyn, który jednocześnie odświeża powierzchnie i radzi sobie z tłuszczem.
Ziele angielskie kojarzy się głównie z bigosem, marynatami i wigilijnym kompotem, więc rzadko komu przychodzi do głowy, żeby sięgnąć po nie przy porządkach. Sam natknąłem się na ten patent, szukając zamiennika dla goździków, które akurat mi się skończyły - i okazało się, że ziarenka ziela angielskiego działają niemal identycznie, a kosztują wyraźnie mniej.
Dlaczego to w ogóle działa
Ziele angielskie zawiera w swoim olejku eterycznym eugenol i metyloeugenol. To przede wszystkim eugenol - ten sam związek, który w dużym stężeniu występuje w goździkach - odpowiada za intensywny, korzenny zapach i neutralizuje nieprzyjemne wonie w kuchni, zamiast je tylko maskować. Metyloeugenol dorzuca do tego dodatkową nutę zapachową i wzmacnia antyseptyczne działanie całej mieszanki.
Ocet ma tu zupełnie inne zadanie - to on odpowiada za realne czyszczenie. Kwas octowy rozpuszcza tłuste osady i kamień, więc gotowanie ziela angielskiego właśnie w occie, a nie w samej wodzie, zmienia aromatyczny wywar w płyn, który faktycznie coś czyści, a nie tylko ładnie pachnie przez chwilę.
Zobacz też: Co zrobić, żeby jabłka nie puściły wody w szarlotce? Mam 1 sprytny patent
Jak przygotować domowy płyn krok po kroku
Cały proces zajmuje kilkanaście minut i nie wymaga niczego poza tym, co i tak stoi w kuchennej szafce. Ziarenka warto lekko potłuc tłuczkiem do moździerza, zanim trafią do garnka - dzięki temu olejki eteryczne uwalniają się szybciej, a zapach jest wyraźniejszy już po kilku minutach gotowania.
Na jedną porcję wystarczy szklanka wody, taka sama ilość octu i łyżeczka pokruszonego ziela angielskiego (to około 8-10 ziarenek). Całość wlewam do garnka i gotuję na małym ogniu przez 6-7 minut, aż po kuchni rozejdzie się wyraźny, korzenny aromat. Płyn studzę, przecedzam przez sitko i przelewam do butelki z rozpylaczem albo słoika - w takiej formie najwygodniej się go potem używa.
Gdzie sprawdza się najlepiej, a gdzie lepiej go nie używać
Mieszanka najlepiej sprawdza się w kuchni i łazience, tam gdzie ocet ma najwięcej pracy - blaty, kafelki, zlewozmywak czy obudowa kuchenki. Wystarczy nanieść wystudzony płyn na miękką ściereczkę i przetrzeć zabrudzone miejsca, a pomieszczenie przy okazji zyskuje korzenny, ciepły zapach na kilka godzin.
Jest jednak jedno ograniczenie, o którym warto pamiętać. Octu nie stosuję na kamieniu naturalnym - marmurze, trawertynie czy niektórych blatach - bo kwas może trwale zmatowić lub uszkodzić powierzchnię. Na takich materiałach lepiej sięgnąć po środek dedykowany, a domowy płyn zostawić do zwykłych, codziennych zabrudzeń.
Cały patent kosztuje właściwie tyle, co łyżeczka przyprawy i odrobina octu, a efektywnie zastępuje niejeden flakon z drogerii. Warto się przekonać już przy najbliższym sprzątaniu - ten korzenny aromat trudno pomylić z czymkolwiek innym.
Zobacz też: Nie wyrzucaj, fusy z kawy są cenniejsze niż myślisz. Zimą będą na wagę złota