Ta zupa syci jak drugie danie. A do tego smakuje wybornie
Gęsta, aksamitna i pełna treści – ta zupa bez problemu zastąpi drugie danie. Przepis Karoliny Stolarskiej-Bigos łączy mięso, warzywa i włoskie tortellini w jednym garnku. To szybki, rozgrzewający posiłek na chłodne dni, gotowy w zaledwie pół godziny.
Zupa jak danie główne – sycąca i kompletna
Sekret jej sytości tkwi w połączeniu trzech źródeł białka: podsmażonego filetu z kurczaka, kiełbasy z szynki i nadziewanych pierożków tortellini. Mięso dostarcza pełnowartościowych aminokwasów, a makaron – porcję węglowodanów, które przedłużają uczucie sytości. Jedna miska wystarcza za tradycyjny, dwudaniowy obiad.
Drugą zaletą jest gęsta, kremowa konsystencja. Bataty naturalnie zagęszczają zupę podczas gotowania, a śmietanka dodana na końcu nadaje jej aksamitną strukturę. Dzięki temu całość nie wymaga dodatków w postaci sosów czy mącznych zagęstników.
Składniki:
- 150 g tortellini
- podwójnego filetu z kurczaka
- 250 g kiełbasy z szynki
- 3 średnich batatów
- kilku paseczków suszonych pomidorów
- 1 cebuli
- 250 ml passaty
- 1,5 l bulionu
- 150 ml śmietanki 30%
- 1 łyżki masła
- soli, pieprzu i słodkiej papryki do smaku
Jak przygotować zupę krok po kroku?
- Na maśle podsmaż cebulę, a następnie dodaj pokrojonego kurczaka i kiełbasę. Obsmaż wszystko do zrumienienia.
- Dorzuć pokrojone bataty i suszone pomidory. Smaż kilka minut, by wydobyć aromaty.
- Zalej całość bulionem i passatą. Gotuj 10–12 minut, aż bataty zmiękną.
- Dodaj tortellini i gotuj jeszcze kilka minut – pierożki powinny być miękkie, ale jędrne.
- Na koniec wlej śmietankę i delikatnie wymieszaj. Nie zagotowuj ponownie.
Jak podać i czym urozmaicić?
Zupę warto podać z grzankami posypanymi startym serem – to chrupiący kontrast do kremowej bazy. Świeża natka pietruszki lub listki bazylii dodadzą świeżości i koloru.
Możesz też modyfikować przepis według własnych preferencji:
- Kiełbasę zamień na pikantne chorizo
- Śmietankę zastąp częściowo mleczkiem kokosowym
- Dorzuć garść świeżego szpinaku tuż przed podaniem
Bez względu na wersję, ta zupa ma jedną wspólną cechę – po sytej porcji nikt nie zapyta o drugie danie.