Nie kupuję wędliny w sklepie. Najlepsze mięso do chleba robię samodzielnie. Wystarczy pierś z indyka i mieszanka aromatycznych przypraw.
Metka przez dekady była stałym punktem niedzielnych śniadań w wielu polskich domach, szczególnie na zachodzie kraju. Dziś młodsze pokolenie często nie wie nawet, jak wygląda to danie, a ci, którzy je pamiętają, podchodzą do niego z mieszaniną sentymentu i podejrzliwości. Sprawdzam, skąd wzięła się metka i dlaczego zniknęła z tak wielu stołów.
Półka z wędlinami w Biedronce potrafi przytłoczyć wyborem - dziesiątki opakowań, podobne ceny, zupełnie inne składy. Dietetycy regularnie sprawdzają, co faktycznie trafia do koszyka Polaków, i konsekwentnie wskazują jeden konkretny produkt jako najlepszy wybór na kanapkę. Sprawdziłem, dlaczego akurat ten, i czego lepiej unikać przy najbliższych zakupach.
Dobra wędlina w sklepie wcale nie jest dziś oczywistością, bo wiele produktów ma długą etykietę, sporo wody, skrobi i dodatków technologicznych. Tym większe zainteresowanie budzi wskazanie dietetyka, który zwrócił uwagę na szynkę z indyka marki Pikok z Lidla - przede wszystkim za krótki skład i deklarację 100 g mięsa w 100 g produktu. To jednak nie znaczy, że każda dobra wędlina może lądować na talerzu bez ograniczeń - eksperci przypominają, że nadal mówimy o żywności przetworzonej, więc liczy się nie tylko skład, ale też częstotliwość jedzenia.