Do Polski nadciąga fala zimna. Rano przed mrozem uchroni cię ten napój
Pogoda zmienia się szybciej, niż się spodziewaliśmy. Od niedzieli 4 października napłynie do Polski wyraźnie chłodniejsze powietrze, a w ciągu dnia termometry w wielu regionach pokażą zaledwie 7-9 stopni. Mam na to jeden sprawdzony sposób - kuchnię włączam na pełne obroty i gotuję to, co naprawdę rozgrzewa.
Gdy temperatura spada, pierwsze, co robię, to przegląd spiżarni. Nie chodzi o to, żeby czekać, aż zrobi się naprawdę zimno. Im wcześniej sięgniesz po odpowiednie składniki, tym łatwiej przetrwać pierwsze mroźne poranki bez marznięcia przy śniadaniu.
Ile właściwie będzie zimno? Oto, co mówią prognozy
Według najnowszych danych druga połowa pierwszej dekady października przyniesie realne ochłodzenie. W nocy i nad ranem temperatura spadnie do 2-5 stopni, a przy gruncie możliwe są przymrozki poniżej zera. W górach ponownie pojawi się śnieg, miejscami w większej ilości niż we wrześniu.
Dobra wiadomość jest taka, że to nie potrwa wiecznie - druga dekada miesiąca ma przynieść powrót słońca i cieplejszej aury. Nie oznacza to jednak powrotu lata. Wartości powyżej 20 stopni będą się zdarzać coraz rzadziej, a przymrozki - coraz częściej.
Zobacz też: Nie Dino, nie Auchan. Ten sklep sprzedaje najtańsze masło

Rozgrzewające zupy, które gotuję w takie dni
Krupnik, żurek i rosół to w mojej kuchni absolutna podstawa jesiennych chłodów. Nie dlatego, że to nuda - wręcz przeciwnie, każdą z tych zup można podkręcić tak, żeby grzała od pierwszej łyżki, nie tylko dzięki temperaturze.
Do klasycznego rosołu dodaję pod koniec gotowania łyżeczkę startego imbiru i gotuję jeszcze 10 minut - olejki eteryczne z imbiru rozszerzają naczynka krwionośne, więc uczucie rozgrzania zostaje na dłużej niż samo ciepło z talerza. Do krupniku z kolei dorzucam szczyptę majeranku więcej niż zwykle, bo w chłodne dni jego intensywność po prostu lepiej się broni.
Przyprawy, które robią różnicę
Imbir, chili i cynamon to trio, po które sięgam najczęściej, gdy za oknem robi się szaro i wietrznie. Każda z tych przypraw działa trochę inaczej - chili dzięki kapsaicynie pobudza receptory ciepła w jamie ustnej, imbir rozgrzewa od środka, a cynamon dodaje słodkiej, korzennej głębi, która sprawia, że danie smakuje bardziej "zimowo".
W praktyce wystarczy pół łyżeczki chili na garnek zupy dla czterech osób, żeby poczuć różnicę bez przesady. Cynamonem z kolei warto doprawiać nie tylko desery - szczypta w gulaszu czy duszonej kapuście robi naprawdę dużo.
Zobacz też: Kosztuje 5,96 zł w Action. Jesienią i zimą zaoszczędzisz na ogrzewaniu

Rozgrzewające napoje na chłodne poranki
Oprócz dań gorących stawiam też na napoje, które piję zamiast zwykłej herbaty, gdy na dworze jest poniżej 10 stopni. Imbirowa herbata z miodem i cytryną to klasyka, ale dobrze sprawdza się też napój z kurkumą i odrobiną czarnego pieprzu - pieprz zwiększa przyswajalność kurkuminy, więc to nie tylko smakowy dodatek.
Taki napój przygotowuję w 5 minut - plaster imbiru i łyżeczkę kurkumy zalewam gorącą wodą, odstawiam na 3-4 minuty pod przykryciem i dosładzam miodem już po zdjęciu z ognia, żeby nie stracił właściwości.
Pierwsze naprawdę chłodne dni to dobry moment, żeby zrobić zakupy z wyprzedzeniem - świeży imbir, cynamon w lasce i dobrej jakości miód nie zepsują się szybko, a będą ratować humor przez cały październik.