Kultowy przysmak z PRL-u wraca do łask. Same zalety, jedz codziennie
Zimne nóżki, owocowy deser czy drobiowy auszpik – dla wielu z nas to kulinarny symbol minionych dekad i niezapomniany smak rodzinnego domu. Obecnie ta tradycyjna potrawa przeżywa swój renesans w gabinetach dietetycznych. Przestała być traktowana wyłącznie jako przekąska w stylu retro, stając się – pod warunkiem odpowiedniego przyrządzenia – doskonałym źródłem substancji o potwierdzonym naukowo, zbawiennym działaniu na nasze stawy, cerę oraz układ pokarmowy.
Czym naprawdę jest ten przysmak?
Z żywieniowego punktu widzenia, galareta to nic innego jak esencjonalny wywar, którego strukturę tworzy naturalna żelatyna ze zwierzęcego kolagenu. Obecne w niej aminokwasy świetnie sprawdzają się przy odbudowie chrząstek i ujędrnianiu skóry. Postulat jej codziennego jedzenia należy jednak rozumieć jako sprytne wplecenie niewielkich porcji tego naturalnego białka do zrównoważonego jadłospisu.

Na czym polega sekret galarety?
Tajemnica sukcesu tego dania kryje się w nieskomplikowanej technice kulinarnej: wielogodzinne, wolne wygotowywanie zwierzęcych chrząstek, kości oraz ścięgien sprawia, że do wywaru przenikają ogromne ilości kolagenu. Kiedy płyn stygnie, białko to przekształca się w żelatynę, tworząc charakterystyczną, trzęsącą się formę.
Mimo że podobne potrawy spotkamy pod każdą szerokością geograficzną, nad Wisłą zyskały one status wręcz kultowy – od tradycyjnych wieprzowych nóżek, po delikatny drób skrapiany octem lub sokiem z cytryny. Jej wielki powrót na nasze stoły wiąże się bezpośrednio z modą na kolagen oraz rosnącą potrzebą poszukiwania nieprzetworzonych, naturalnych źródeł białka wspomagających aparat ruchu.
Walory zdrowotne – dlaczego warto po nią sięgać?
Ze względu na to, że galareta to w zasadzie czyste białko strukturalne, oferuje ona organizmowi wyjątkową pulę aminokwasów. Prym wiodą tu prolina oraz glicyna, pełniące funkcję fundamentu dla ludzkiej tkanki łącznej.
Nauka jednoznacznie dowodzi, że włączanie kolagenu (a więc i klasycznej galarety) do diety przynosi wymierne korzyści:
- Ochrona stawów: Stała podaż tego białka może łagodzić dolegliwości bólowe u sportowców, a także u osób borykających się ze zmianami zwyrodnieniowymi.
- Młodszy wygląd cery: Kolagen odżywia nas od środka – poprawia nawodnienie i gęstość skóry, co opóźnia procesy starzenia i widocznie poprawia jej napięcie.
- Regeneracja jelit: Glicyna obecna w żelatynie sprzyja uszczelnianiu błony śluzowej przewodu pokarmowego, co jest wsparciem przy tzw. zespole nieszczelnego jelita.
- Kontrola apetytu: Dobrze odtłuszczona galareta dostarcza niewielu kalorii, a wysoka zawartość białka gwarantuje długotrwałe uczucie sytości.
Warto pamiętać, że jej właściwości prozdrowotne rosną wraz z czasem wolnego gotowania i dbałością o naturalny skład (bez sztucznych kostek bulionowych, dużych ilości soli czy nadmiaru tłuszczu).
“Galaretka, ale taka na bazie żelatyny (bo agar agar, czy pektyny - nie) jest źródłem kolagenu (dziś coraz więcej mówi się na ten temat i podnosi wagę suplementacji kolagenu), czyli białka, które stanowi podstawowy budulec chrząstek, ścięgien i więzadeł. A zatem, taka galaretka poprawia elastyczność i wytrzymałość stawów, a nawet może łagodzić ich ból i sztywność. Zawarte w niej aminokwasy, głównie glicyna i prolina, są niezbędne do regeneracji tkanki łącznej. Regularne spożywanie galaretki może również poprawić kondycję skóry i paznokci, właśnie dzięki wzmocnieniu włókien kolagenowych. Warto jednak pamiętać, że jeśli mamy poważny problem np. ze stawami, sama galaretka nie zastąpi specjalistycznego leczenia – może jednak stanowić zdrowe jego uzupełnienie” - mówi Marta Uler, dietetyczka.
Źródło: Pacjenci