Przepis na domowy ocet jabłkowy. 3 razy lepszy niż sklepowy, sama natura
Obierki i ogryzki po jabłkach to jeden z tych odpadów kuchennych, które wyrzucamy bez większego zastanowienia, nawet jeśli staramy się nie marnować jedzenia. Przez długi czas robiłem dokładnie tak samo, dopóki nie odkryłem, że z tych samych resztek można zrobić domowy ocet jabłkowy, który w sklepie kosztuje kilkanaście złotych za butelkę.
Cały proces nie wymaga żadnych specjalistycznych składników ani sprzętu, a mimo to trwa kilka tygodni, więc trzeba uzbroić się w cierpliwość. W tym czasie w słoiku zachodzą dwa naturalne procesy fermentacji - najpierw cukier zamienia się w alkohol, a dopiero potem ten alkohol przekształca się w kwas octowy, który odpowiada za charakterystyczny, ostry smak octu.
Dlaczego warto zrobić ocet jabłkowy samemu
Domowy ocet jabłkowy różni się od sklepowego przede wszystkim tym, że nie przechodzi pasteryzacji ani filtracji, przez co zachowuje więcej naturalnych składników, w tym tak zwaną “matkę octową” - galaretowatą masę, która tworzy się na powierzchni podczas fermentacji. To właśnie ona odpowiada za charakterystyczny, lekko mętny wygląd domowego octu, który odróżnia go od przezroczystej wersji z półki sklepowej.
Dodatkowym plusem jest to, że do zrobienia octu nie potrzeba całych, świeżych jabłek. Same obierki i ogryzki wystarczą w zupełności, bo to właśnie na ich powierzchni znajdują się naturalne drożdże odpowiedzialne za pierwszy etap fermentacji. Dzięki temu cały przepis praktycznie nic nie kosztuje, jeśli i tak gotujesz z jabłek na co dzień.
Zobacz też: Wrzucam do gara razem z dziką różą. Najlepsza konfitura, zrób zapas na zimę
Przepis na domowy ocet jabłkowy
- obierki i ogryzki z 4-5 jabłek (albo 2-3 całe jabłka pokrojone w kawałki)
- 1 łyżka cukru na każdą szklankę wody
- przegotowana, letnia woda, tyle, żeby przykryć jabłka w słoiku
- czysty słoik o pojemności około 1 litra
- kawałek gazy lub cienkiej bawełnianej ściereczki i gumka recepturka
Sposób przygotowania
Obierki i ogryzki wkładam do czystego słoika, zasypuję cukrem i zalewam letnią wodą tak, żeby jabłka były całkowicie zanurzone, bo te, które wystają ponad powierzchnię, mogą zacząć pleśnieć. Słoik przykrywam gazą zamiast szczelnej pokrywki i spinam gumką, dzięki czemu powietrze może swobodnie krążyć, a muszki owocowe nie dostaną się do środka.
Słoik stawiam w ciepłym, zacienionym miejscu i przez pierwsze 10-14 dni mieszam zawartość raz dziennie czystą łyżką, żeby obierki nie zaczęły pleśnieć na powierzchni. To pierwszy etap fermentacji, podczas którego naturalne drożdże przerabiają cukier na alkohol, a płyn zaczyna lekko musować i pachnieć jabłkowym winem.
Po tym czasie odcedzam obierki przez sitko, a sam płyn przelewam z powrotem do czystego słoika, znów przykrywając go gazą. Teraz zaczyna się drugi etap - bakterie octowe zamieniają powstały alkohol w kwas octowy, co trwa kolejne 3-4 tygodnie. Ocet jest gotowy, gdy ma wyraźnie kwaśny, octowy zapach i smak, a na powierzchni może pojawić się galaretowata “matka octowa”.
Gotowy ocet przelewam do butelki z ciemnego szkła i przechowuję w szafce z dala od światła. Dzięki wysokiej kwasowości praktycznie się nie psuje i spokojnie wytrzyma wiele miesięcy, a nawet dłużej. Jeśli lubisz gotować z resztek, ten przepis warto mieć w swoim repertuarze na stałe - zamiast wyrzucać obierki, zamieniasz je w coś, co i tak kupiłbyś w sklepie.
Zobacz też: Wkładam ziele angielskie do octu. Ten patent powinien dostać medal