Biorę w rękę i pędzę na grządkę po pomidorach. Inaczej wiosną zaatakuje zaraza ziemniaczana
Pomidory zniknęły z grządki, a ty już myślisz o przyszłym sezonie i wkładzie zimowych prac. Zostawienie gołej ziemi do wiosny to jeden z najczęstszych błędów, jakie popełniają początkujący działkowicze. Ja przez kilka lat robiłem dokładnie tak i co roku wiosną walczyłem z tymi samymi problemami.
W końcu zmieniłem podejście i dziś grządkę po pomidorach traktuję jako osobny etap pracy w ogrodzie, a nie coś, co można odłożyć na później. Zajmuje to niecałą godzinę, a różnicę widać już przy pierwszych wiosennych sadzeniach. Zebrałem swój sposób w kilka prostych kroków, które powtarzam co roku.
Dlaczego nie warto zostawiać resztek po pomidorach?
Łodygi i liście po pomidorach to idealne siedlisko dla zarodników grzybów, przede wszystkim zarazy ziemniaczanej i alternariozy. Te choroby potrafią przetrwać w glebie i resztkach roślinnych nawet 2-3 lata, a czasem dłużej, więc jeśli zostawisz je do wiosny, nowe sadzonki zaatakują już w pierwszych tygodniach wzrostu, i to niekoniecznie dopiero w kolejnym sezonie.
Dlatego wszystkie części rośliny, łodygi, liście i nieudane owoce, zbieram i wyrzucam poza kompostownik. Zwykły kompost domowy rzadko osiąga temperaturę, która niszczy te zarodniki, więc wrzucanie tam chorych roślin tylko przenosi problem w inne miejsce ogrodu. Resztki po pomidorach trafiają u mnie do worków na odpady zielone, które odbiera gmina.
Zobacz też: "Mogę być winna grosika?" Odpowiesz źle i możesz pożegnać się z zakupami

Co robię z ziemią po sprzątnięciu
Po usunięciu resztek przekopuję grządkę na głębokość ok. 20-25 cm, odwracając skiby tak, żeby wierzchnia warstwa znalazła się głębiej. Dzięki temu mróz dosięga szkodników i zarodników, które zimują tuż pod powierzchnią, a to naturalnie ogranicza ich liczbę na wiosnę.
Jeśli gleba po sezonie jest wyraźnie zmęczona, czyli sypka i jasna, dodaję do niej kompost lub dobrze przegniły obornik, ok. jedno wiaderko na metr kwadratowy. Pomidory to rośliny, które mocno wyczerpują glebę z azotu i potasu, więc uzupełnienie materii organicznej przed zimą daje roślinom, które posadzisz tam w kolejnym sezonie, znacznie lepszy start.
Dodatkowy krok, który robi różnicę
Zamiast zostawiać przekopaną ziemię odkrytą przez całą zimę, wysiewam na niej poplon, najczęściej facelię albo gorczycę. Rośliny te wschodzą jeszcze przed pierwszymi przymrozkami, osłaniają glebę przed wymywaniem składników odżywczych i po przemarznięciu same wzbogacają ją w materię organiczną.
Tam, gdzie nie zdążę już nic wysiać, grządkę przykrywam grubą warstwą liści albo słomy, ok. 10 cm. To proste rozwiązanie chroni ziemię przed erozją i utrzymuje w niej więcej wilgoci, a przy okazji ogranicza wzrost chwastów wczesną wiosną.
Skoro patogeny potrafią przetrwać w glebie kilka lat, w przyszłym sezonie nie sadzę w tym samym miejscu ponownie pomidorów ani innych roślin psiankowatych, jak papryka czy ziemniaki. Płodozmian to jedyny naprawdę skuteczny sposób, żeby nie odbudowywać tych samych problemów od nowa, a po takim przygotowaniu grządki masz już solidny start na kolejny sezon.
Zobacz też: Sinsay wyprzedaje po 26 zł i rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. W Home&You zapłacisz 260
