Wiło się i ruszało, paskudne sceny na granicy. Próbowali wjechać z tym do polski
W ciągu ostatnich czterech tygodni inspektorzy IJHARS zatrzymali na polskiej granicy co najmniej pięć dużych transportów żywności. Produkty stałe - ryż, len i porzeczki - ważyły łącznie 274,16 tony, a do tego doszło 5481 litrów zakwestionowanego wina. Wśród zakwestionowanych towarów są ryż z Mjanmy, len z Kazachstanu, czarne porzeczki z Ukrainy oraz wino z Izraela i Argentyny. Każdej z tych decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności, czyli towar nie trafia do sprzedaży od razu, jeszcze przed ewentualnym odwołaniem.
Kontrola graniczna żywności działa w Polsce na kilku poziomach jednocześnie - oprócz IJHARS towar sprawdzają też Inspekcja Weterynaryjna i sanepid, każda w swoim zakresie. W pierwszym półroczu 2026 roku inspektorzy skontrolowali ponad 45 tysięcy partii artykułów rolno-spożywczych z krajów spoza Unii Europejskiej, czyli wyraźnie więcej niż rok wcześniej. Liderami niechlubnego rankingu krajów pozostają od miesięcy Ukraina i Chiny, z których pochodziło po siedem zakwestionowanych partii w pierwszym półroczu.
Szkodniki w ryżu i lnie
10 września gdańska IJHARS zablokowała partię 250 ton białego ryżu z Mjanmy. Powodem była obecność licznych martwych szkodników i ich pozostałości w towarze - takie zanieczyszczenie dyskwalifikuje całą dostawę bez względu na jej wielkość.
Podobny scenariusz powtórzył się na początku października, tym razem przy innym surowcu. 6 października lubelski oddział IJHARS zatrzymał ciężarówkę z 22 tonami nasion lnu sprowadzanych z Kazachstanu. W towarze wykryto żywe szkodniki, a sprawą zainteresowała się też Straż Graniczna. Dopuszczenie takiej partii do magazynów groziłoby skażeniem całej infrastruktury przechowywania ziarna, dlatego decyzję wdrożono od razu.
Zobacz też: Surówka do mielonych i schabowych. Podbija smak mięsa o 100%
Wino z błędami na etykiecie
Nie każdy problem na granicy wynika z zepsucia towaru. 28 września gdańska IJHARS zatrzymała 3060 litrów czerwonego wina z Izraela wyłącznie z powodu wad oznakowania - informacja w języku polskim była nieczytelna. Produkt mógł być w pełni bezpieczny do spożycia, ale bez prawidłowej etykiety nie może legalnie trafić na polski rynek.
Tydzień później, 2 października, krakowski oddział inspekcji zablokował kolejny transport wina, tym razem 2421 litrów, czyli 3228 butelek czerwonego wina z Argentyny. Kontrolerzy wskazali kilka uchybień naraz: zbyt małą czcionkę na etykiecie, nieprawidłowe oznaczenie zawartości alkoholu oraz błędne oznaczenie alergenu. Wino jest zresztą jedną z kategorii produktów, które inspektorzy kwestionują regularnie od początku roku.
Porzeczki z Ukrainy nie spełniły normy
12 września lubelska IJHARS wydała decyzję wobec 2160 kilogramów mrożonych czarnych porzeczek z Ukrainy. Tym razem powodem nie był błąd na etykiecie ani szkodniki, lecz niezgodność z deklaracją - zawartość ekstraktu w owocach nie odpowiadała temu, co zadeklarował importer.
To istotne rozróżnienie, bo w komunikacie IJHARS nie wskazano, by chodziło o zagrożenie dla zdrowia konsumentów. Jakość handlowa to osobna kategoria od bezpieczeństwa żywności - produkt może być jadalny, a mimo to nie trafić do sprzedaży, jeśli nie posiada deklarowanych parametrów.
Zobacz też: Ta zupa bije na głowę nawet krem z borowików. Gotuję ją z 1 gatunku grzybów
Jak czytać te dane?
Pięć decyzji w miesiąc to niewielki ułamek wszystkich kontrolowanych partii - inspektorzy sprawdzają tygodniowo setki transportów, a większość z nich przechodzi weryfikację bez zastrzeżeń. Z danych za pierwsze półrocze wynika zresztą, że mimo wzrostu liczby kontroli spadła liczba decyzji odmownych w porównaniu z analogicznym okresem 2025 roku.
To jednak nie oznacza, że czujność traci na znaczeniu. Każdy z opisanych przypadków pokazuje, że do granicznej selekcji trafiają bardzo różne problemy - od żywych szkodników, przez niezgodność składu z deklaracją, po zwykłe błędy na etykiecie. Dla konsumenta oznacza to jedno: zanim produkt pojawi się na sklepowej półce, przechodzi przez kilka niezależnych sit kontrolnych.