Sypię do pralki zamiast płynu do płukania. Swetry po lecie pięknie pachną
Swetry i grube bluzy, które całe lato leżały złożone w szafie, prawie zawsze pachną tak samo - stęchlizną, której nie usuwa nawet długie wietrzenie na balkonie. Przez lata walczyłem z płynami zmiękczającymi i niewiele to zmieniało. Rozwiązanie znalazłem przypadkiem, i to dosłownie w kuchennej szafce. Wsypuję do bębna zwykłą sól, koniecznie niejodowaną, i zapach znika już przy pierwszym praniu.
Zanim trafiłem na ten sposób, próbowałem chyba wszystkiego - dodatkowego płukania, saszetek zapachowych, suszenia na mrozie. Efekty znikały po kilku dniach w zamkniętej szafie, bo żaden z tych sposobów nie działał na przyczynę, tylko maskował skutek. Sól zadziałała inaczej i zaskoczyła mnie na tyle, że sprawdziłem, dlaczego akurat ona i dlaczego koniecznie ta niejodowana.
Dlaczego akurat sól niejodowana?
Zwykła sól kuchenna, którą mamy w większości domów, ma w składzie jodek potasu oraz substancje przeciwzbrylające, które zapobiegają zbrylaniu się w wilgotnej kuchni. Te dodatki w praniu nie znikają bez śladu - mogą zostawiać na tkaninie delikatny nalot, szczególnie widoczny na jasnych i pastelowych swetrach.
Sól niejodowana, sprzedawana czasem jako sól warzona lub kamienna bez dodatków, to niemal czysty chlorek sodu. Rozpuszcza się w wodzie równo i bez pozostałości, więc działa tylko tam, gdzie ma działać - na włóknach, a nie na powierzchni materiału w formie osadu.
Jak to zrobić krok po kroku?
Do bębna, razem z ubraniami, wsypuję pół szklanki soli niejodowanej. Przegródka na płyn zmiękczający zostaje wtedy pusta. Pranie ustawiam na zwykłym programie, w temperaturze dopasowanej do tkaniny - dla wełny i akrylu to zwykle 30 stopni, dla bawełnianych swetrów można śmiało pójść wyżej.
Jeśli pralka ma osobną przegródkę na zmiękczacz, sól można też rozpuścić w niewielkiej ilości ciepłej wody i wlać właśnie tam. Efekt jest ten sam, a ryzyko, że nierozpuszczone kryształki zostaną w fałdach materiału, jeszcze mniejsze.
Co sól właściwie robi ze swetrami?
Sól ma właściwości higroskopijne, czyli wchłania wilgoć i razem z nią cząsteczki odpowiedzialne za zapach stęchlizny. To dlatego swetry po takim praniu nie tylko nie pachną szafą, ale i szybciej wietrzą się podczas suszenia.
Dodatkowo pomaga utrwalić kolor - zapobiega płowieniu ciemnych swetrów już po kilku praniach, a włókna wełny i akrylu stają się delikatnie miększe, bez efektu sztywnej, powlekanej powierzchni, jaki czasem zostawia płyn zmiękczający.
Jak przechowywać swetry, żeby zapach nie wrócił?
Zanim odłożę swetry na kolejny sezon, zawsze upewniam się, że są całkowicie suche - nawet niewielka wilgoć w złożonej tkaninie wystarczy, żeby zapach stęchlizny wrócił po kilku tygodniach. Do szafy wkładam je dopiero po pełnym wysuszeniu, najlepiej na wieszaku, a nie od razu złożone w stos.
W szafie dodatkowo trzymam małą saszetkę z solą albo kawałek drewna cedrowego - obie te rzeczy pochłaniają wilgoć z powietrza i utrzymują świeżość na dłużej. To prosty dodatek, ale robi różnicę, kiedy szafa stoi zamknięta całe lato.
Płyn zmiękczający wraca do mnie już rzadko. Taniej, prościej i bez chemicznego zapachu - to wystarczające argumenty, żeby spróbować już przy najbliższym praniu.