Wlej do pralki i wrzuć zimowe ciuchy. Przestaną się elektryzować
Wystarczy zdjąć bluzkę albo rozpiąć kurtkę, żeby usłyszeć charakterystyczny trzask i poczuć ukłucie iskry na palcach. Zimą ten problem wraca razem z kaloryferami, które wysuszają powietrze w mieszkaniu mocniej niż jakikolwiek mróz na zewnątrz. Mam na to jeden trik, który wrzucam prosto do pralki i który rozwiązuje sprawę na cały sezon grzewczy.
Przez lata myślałem, że elektryzowanie się ubrań to kwestia samej tkaniny, że syntetyki po prostu tak mają i nic się na to nie poradzi. Dopiero gdy dopytałem się, skąd właściwie bierze się to zjawisko, zrozumiałem, że winny jest nie tyle materiał, co to, co na nim zostaje po praniu.
Skąd się bierze elektryzowanie ubrań
Statyczne ładunki powstają przez tarcie włókien o siebie, a suche powietrze tylko ten efekt wzmacnia, bo nie pozwala ładunkom swobodnie się rozładować. Ogrzewanie centralne potrafi obniżyć wilgotność powietrza w mieszkaniu nawet poniżej 30%, czyli dużo mniej niż komfortowe dla skóry i tkanin 40-60%, dlatego problem nasila się właśnie zimą, nie latem.
Drugi, mniej oczywisty winowajca to resztki detergentu, które zostają na włóknach po płukaniu, zwłaszcza w syntetykach i mieszankach z elastanem. Im więcej takiej pozostałości, tym łatwiej ubranie gromadzi ładunek, dlatego dwie identyczne bluzki uprane w różnych proszkach mogą elektryzować się zupełnie inaczej.
Zobacz też: Pędź do Biedronki, te produkty rozdają za symboliczną złotówkę. Tylko z kartą Moja Biedronka
Jeden składnik, który to zatrzymuje
Wystarczy pół szklanki octu spirytusowego wlanego do przegródki na płyn do płukania, żeby problem praktycznie zniknął. Dodaję go zamiast płynu zmiękczającego, nie razem z nim, bo oba produkty działają na tej samej zasadzie i nie ma sensu ich łączyć.
Ocet rozpuszcza resztki detergentu, które normalnie zostają na włóknach, a przy okazji lekko obniża pH wody płuczącej, dzięki czemu tkanina robi się bardziej miękka i mniej podatna na tarcie. W przeciwieństwie do klasycznego płynu zmiękczającego nie zostawia na materiale powłoki, która z czasem sama zaczyna przyciągać ładunki, więc efekt jest trwalszy, nie tylko chwilowy.
Jak go stosować, żeby nie zaszkodzić ubraniom
Ocet w tej ilości jest bezpieczny dla większości tkanin, łącznie z kolorami, bo nie działa wybielająco jak w wyższych stężeniach. Zapach, którego część z was pewnie się obawia, znika całkowicie po wysuszeniu prania, zwłaszcza jeśli suszycie je na świeżym powietrzu albo w dobrze wietrzonym pomieszczeniu.
Jeśli suszycie ubrania w suszarce, dorzućcie dodatkowo kulkę zgniecionej folii aluminiowej do bębna. Działa na tej samej zasadzie co ocet, czyli rozprasza ładunek elektryczny, zamiast pozwolić mu się gromadzić, a przy okazji skraca czas suszenia, bo poprawia cyrkulację powietrza między ubraniami.
Spróbujcie przy najbliższym praniu. Bez trzasków, bez iskier na palcach, bez bluzki, która przykleja się do swetra przy każdym ruchu.
Zobacz też: Co roku robię ten sok w listopadzie. Rozgrzewa lepiej niż herbata, a na odporność działa jak nic innego