Zakazali w USA, Kanadzie i Japonii, wpływ na dzieci ma paskudny. W Polsce dalej dodajemy do jedzenia
Sięgacie po kolorowe żelki, lody czy napój gazowany i rzadko zaglądacie w skład. A szkoda, bo jeden z barwników, który może się tam znaleźć, w trzech krajach świata jest po prostu zakazany. W Polsce i całej Unii Europejskiej wciąż można go legalnie dodawać do żywności.
Chodzi o żółcień chinolinową, oznaczaną na etykietach symbolem E104. To syntetyczny barwnik, który nadaje produktom intensywny, żółtozielonkawy odcień. Trafia nie tylko do jedzenia, ale też do leków i kosmetyków, więc kontakt z nim jest częstszy, niż mogłoby się wydawać.
Gdzie znajdziecie E104 na etykiecie
Żółcień chinolinowa najczęściej pojawia się w produktach o intensywnych, sztucznych kolorach - żelkach, lizakach, gumie do żucia, lodach i dżemach. Barwnik ten stosuje się też do farbowania powłok tabletek i kapsułek, dlatego może trafić się nawet w lekach czy suplementach diety.
Na etykiecie szukajcie symbolu E104 lub nazwy “żółcień chinolinowa” w liście składników. Producenci mają obowiązek dodatkowo oznaczyć produkt ostrzeżeniem, jeśli zawiera ten barwnik razem z kilkoma innymi - o czym za chwilę.
Zobacz też: Przecieram tym ramy okien zimą. Pleśń nie ma szans się pojawić
Dlaczego USA, Kanada i Japonia go zakazały
W Stanach Zjednoczonych i Kanadzie żółcień chinolinowa nie figuruje na liście dozwolonych dodatków do żywności. W obu krajach wolno jej używać wyłącznie w lekach i kosmetykach, nie w jedzeniu. Podobne restrykcje obowiązują w Japonii.
Powodem są badania łączące ten barwnik, razem z pięcioma innymi z tzw. szóstki z Southampton, z nadpobudliwością i problemami z koncentracją u dzieci. Chodzi o głośne badanie z 2007 roku przeprowadzone na brytyjskim Uniwersytecie w Southampton, po którym część krajów zaczęła podchodzić do tych barwników znacznie ostrożniej.
Jak to wygląda w Polsce i Unii Europejskiej
W Unii Europejskiej, a więc też w Polsce, żółcień chinolinowa jest dopuszczona do użytku, ale pod ścisłym nadzorem. Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności ustalił dopuszczalne dzienne spożycie na poziomie 5 mg na kilogram masy ciała, czyli o połowę mniej niż wcześniej obowiązujący limit.
Produkty zawierające E104 razem z innymi barwnikami z tej samej grupy muszą dodatkowo nosić ostrzeżenie o możliwym wpływie na aktywność i skupienie uwagi dzieci. Barwnika nie wolno natomiast stosować w żywności przeznaczonej dla niemowląt i małych dzieci.
Czy żółcień chinolinowa jest niebezpieczna dla zdrowia
Według dostępnych opinii naukowych barwnik ten nie wykazuje działania rakotwórczego ani nie uszkadza materiału genetycznego. U części osób, zwłaszcza uczulonych na kwas acetylosalicylowy lub benzoesany, może jednak wywoływać pokrzywkę, nieżyt nosa lub napady astmy.
Największe ryzyko dotyczy dzieci, u których regularne spożywanie barwnika bywa łączone z nadpobudliwością. Dlatego mimo legalności w Polsce warto po prostu zaglądać na etykiety i świadomie ograniczać produkty z długą listą sztucznych barwników, szczególnie w diecie najmłodszych.
Żółcień chinolinowa sama w sobie nie jest trucizną, ale to dobry przykład tego, że to, co legalne w jednym kraju, w innym bywa zakazane. Najprostszy sposób, żeby ograniczyć kontakt z tym barwnikiem, to zwyczajnie czytać etykiety i wybierać produkty z krótszym składem.
Zobacz też: Ta sezonowa konfitura bije na głowę żurawinę. Zajadam do serów i mięsa
Źródło: Food additives and hyperactive behaviour in 3-year-old and 8/9-year-old children in the community: a randomised, double-blinded, placebo-controlled trial, The Lancet (2007)