Mieszam z sodą i wrzucam do pralki. Ubrania pachną tygodniami i są miękkie jak chmura
Kupny proszek robi swoje, ale w mojej pralce od jakiegoś czasu ląduje też coś zupełnie innego. Trzy składniki z kuchennej szafki potrafią zastąpić drogie płyny do zmiękczania i perfumowane kulki zapachowe. Zebrałem przepis, proporcje i to, na co warto uważać, zanim wsypiesz to do bębna.
Pomysł na ten domowy dodatek wziął się z prostej frustracji. Kupne płyny zmiękczające i perełki zapachowe potrafią kosztować krocie, a ich zapach znika po pierwszym praniu w wyższej temperaturze. Postanowiłem sprawdzić, czy trzy tanie składniki z kuchni dadzą podobny efekt bez chemicznego zapachu i dodatkowych opłat.
Co właściwie robią soda, sól i olejek?
Soda kalcynowana (nie mylić z sodą oczyszczoną z apteki) to prawdziwy koń roboczy tej mieszanki. Zmiękcza wodę, neutralizuje kwaśne zapachy wchłonięte przez tkaninę i pomaga proszkowi lepiej się rozpuścić, zwłaszcza jeśli masz w kranie twardą wodę. Efekt uboczny to mniej osadu na włóknach, dzięki czemu ubrania po wielu praniach nie robią się szorstkie.
Sól z kolei działa jak naturalny utrwalacz koloru - dodana do prania kolorowych rzeczy ogranicza blaknięcie, zwłaszcza przy ciemnych bawełnianych ubraniach. Olejek eteryczny to już czysta przyjemność dla nosa: kilka kropli lawendy, eukaliptusa albo drzewa herbacianego zostawia w tkaninie zapach, który utrzymuje się znacznie dłużej niż po standardowym płynie zmiękczającym.
Zobacz też: Dorwałem w Action za 6,95 zł, IKEA sprzedaje dwa razy drożej. Cudeńko do jadalni
Jak przygotować domowy dodatek do prania
Do słoika lub szczelnego pojemnika wsypuję 2 szklanki sody kalcynowanej i pół szklanki soli, dokładnie mieszam, a na końcu dodaję 20-25 kropli olejku eterycznego. Całość jeszcze raz mieszam łyżką, żeby olejek równomiernie pokrył granulki, bo wlany bezpośrednio na tkaninę może zostawić tłustą plamę.
Na jedno pranie wystarczą 2-3 łyżki takiej mieszanki wsypane bezpośrednio do bębna, razem z twoim zwykłym proszkiem albo żelem. Mieszankę trzymam w zakręconym słoiku w łazience, z dala od wilgoci, bo soda w kontakcie z wodą traci właściwości i zbija się w grudki.

Kiedy się sprawdzi, a kiedy sięgnąć po proszek?
Ta mieszanka to dodatek, nie zamiennik detergentu. Soda i sól nie mają w sobie żadnego środka powierzchniowo czynnego, więc przy tłustych plamach po jedzeniu czy makijażu i tak potrzebujesz normalnego proszku albo żelu, który faktycznie wyciągnie brud z włókien.
Najlepiej sprawdza się przy ręcznikach, pościeli i sportowych ubraniach, czyli tam, gdzie liczy się przede wszystkim świeżość i miękkość, a nie usuwanie trudnych plam. Przy ciemnych i delikatnych tkaninach przetestuj mieszankę najpierw na małym, niewidocznym fragmencie, żeby sprawdzić, czy olejek nie zostawia śladu.
Kosztuje grosze, a w szafce z ubraniami pachnie tak, jakbyś dopiero co wrócił z pralni chemicznej. Wystarczy raz przygotować większą porcję, żeby starczyła na kilkanaście prań.
Zobacz też: Polacy mówią dość. Chcą zmian systemu kaucyjnego