Na Wszystkich Świętych nie ma czasu stać przy garnku - najpierw wyjście na cmentarz, potem odwiedziny u rodziny, a na koniec wszyscy wracają zmarznięci i głodni naraz. Gulasz wołowy rozwiązuje ten problem lepiej niż większość dań mięsnych, bo im dłużej stoi na wolnym ogniu, tym lepiej smakuje.
Pomysł na wytrawne naleśniki? Hortobágyi palacsinta! To tradycyjne, węgierskie danie rozpływa się w ustach.
Pomysł na szybki obiad na dwa dni? Jesienny gulasz babci Józi jest prosty w przygotowaniu i bardzo pożywny. W dodatku cudownie rozgrzewa w chłodne, deszczowe dni.
Zupa gulaszowa z przyprawami prosto z torebki to jedno danie, a ta sama zupa z przyprawami wcześniej uprażonymi na suchej patelni - zupełnie inne. Różnica nie polega na dodaniu czegoś nowego do garnka, tylko na tym, jak przyprawy trafiają do wywaru. Ten prosty krok zajmuje 3 minuty, a zmienia smak całej zupy bardziej niż niejeden dodatkowy składnik.
Gulasz wołowy to pomysł na jednogarnkowy obiad dla całej rodziny. Gulasz syci i rozgrzewa, jesienią sprawdzi się wręcz idealnie.
Jak zagęścić sos bez mąki? Wykorzystaj siemię lniane. Siemię jest doskonałym dodatkiem do gulaszu, mięsnych sosów i grzybów. Podkreśla ich smak, a dodatkowo dba o nasze zdrowie.
Wojskowe jedzenie najczęściej kojarzy się z grochówką, bigosem i gulaszem - i nie bez powodu: to dania, które można ugotować w dużym garnku, łatwo podzielić na porcje i bez problemu odgrzać następnego dnia. W praktyce króluje tu prosta logika - ma być sycąco, tanio, konkretnie i bez delikatnych składników, które „nie dojadą” w transporcie. A jeśli myślisz, że wojskowe jedzenie to głównie konserwa - spokojnie, zaraz to odczarujemy i pokażę 3 przepisy, które zrobisz normalnie w domu.
Jeśli zastanawiasz się, jak zmiękczyć mięso do gulaszu, zacznij od dwóch rzeczy, które najczęściej psują efekt: zbyt chudy kawałek i zbyt szybkie gotowanie. W praktyce nawet po długim duszeniu mięso potrafi wyjść „gumowe”, bo włókna się kurczą, a łączna tkanka nie miała czasu zamienić się w żelatynę. Jest też prosty patent „na już” – dodajesz 1 łyżkę alkoholu w trakcie duszenia, a potem pilnujesz temperatury i krojenia, żeby całość faktycznie zmiękła.
Placki po węgiersku inspirowane PRL to ten typ obiadu, który wygląda jak z restauracji, a robi się go z tego, co zwykle masz w domu. Robert Makłowicz wskazał je jako swoje ulubione danie z czasów PRL - i od razu wyjaśnił, skąd wzięła się „węgierska” nazwa oraz dlaczego ten duet placków i gulaszu tak mocno wszedł nam do codziennego menu. Dziś podajesz na stół chrupiące placki z 6 składników i gulasz typu pörkölt duszony bez dolewania wody - właśnie tu kryje się ta „głębia smaku”.