Wyciągam z szuflady i zaczynam ssać. Na zatkane ucho działa błyskawicznie
Zatkane ucho po przeziębieniu albo w trakcie lotu samolotem potrafi skutecznie zepsuć dzień. Dźwięki robią się przytłumione, a w głowie czuć nieprzyjemny ucisk. Mam na to jeden, banalnie prosty patent, który trzymam zawsze w kieszeni - zwykły, twardy cukierek.
Sposób nie jest żadną nowością, ale mało kto wie, dlaczego w ogóle działa. A mechanizm jest prostszy, niż mogłoby się wydawać.
Skąd bierze się to uczucie zatkania?
Ucho środkowe łączy się z gardłem przez trąbkę słuchową, czyli wąski kanalik, który na co dzień wyrównuje ciśnienie po obu stronach błony bębenkowej. Podczas przeziębienia błona śluzowa w jej okolicy puchnie, a przy zmianach wysokości - w samolocie czy w górach - różnica ciśnień robi swoje.
W obu przypadkach trąbka zamyka się albo działa wolniej niż powinna. Efekt jest ten sam: uczucie zatkania, przytłumiony słuch, czasem lekki ból.
Jak działa ten patent?
Ssanie cukierka wymusza częste przełykanie śliny, a przy każdym przełknięciu kurczy się mięsień, który mechanicznie uchyla trąbkę słuchową na ułamek sekundy. Tyle wystarczy, żeby ciśnienie po obu stronach błony się wyrównało.
Laryngolodzy potwierdzają, że to jeden z prostszych sposobów na pobudzenie trąbki do pracy - dlatego stewardesy tak często proszą pasażerów o żucie gumy albo ssanie cukierków przy starcie i lądowaniu. Nie musi to być nic konkretnego. Twarda miętówka, landrynka, nawet zwykły cukierek na gardło - liczy się samo przełykanie, powtarzane co kilkanaście, kilkadziesiąt sekund.
Kiedy to zadziała, a kiedy nie?
Ten trik sprawdza się przy zatkaniu związanym z ciśnieniem albo lekkim obrzękiem z przeziębienia. Zwykle poprawę czuć w kilka minut, czasem trzeba powtórzyć kilka razy.
Nie pomoże jednak, gdy przyczyną jest zalegająca woskowina albo infekcja ucha. Jeśli do zatkania dołącza silny ból, gorączka, wyciek z ucha albo objawy nie mijają po kilku dniach, cukierek zostaw w kieszeni i idź do laryngologa.