Nie obieram śliwek do powideł. Ten sposób oszczędza mi pół godziny przy garnku
Powidła śliwkowe kojarzą się z długim, żmudnym obieraniem kilku kilogramów owoców, zanim w ogóle postawi się garnek na kuchence. Ja ten etap po prostu pomijam. Śliwek nie obieram wcale, a powidła i tak wychodzą gładkie jak zawsze. Ten jeden krok, którego nie robię, oszczędza mi solidne pół godziny przy każdej większej partii.
Przez lata robiłem to tak, jak nauczyła mnie babcia - obierałem każdą śliwkę osobno, zanim wrzuciłem ją do garnka. Przy kilku kilogramach owoców to była prawdziwa mordęga, a palce jeszcze następnego dnia pachniały śliwkami. Zmieniłem to, kiedy sprawdziłem, po co właściwie ta skórka miałaby przeszkadzać.
Dlaczego skórka wcale nie musi zniknąć?
Klasyczne przepisy na przetwory ze śliwek wprost odradzają obieranie - miąższ pozbawiony skórki po prostu się rozpada i trudniej z niego zrobić zwartą, gęstą masę. Skórka trzyma owoc w całości znacznie dłużej niż mogłoby się wydawać, co przy kilku godzinach gotowania ma spore znaczenie.
Przy tak długim, powolnym gotowaniu, jakiego wymagają dobre powidła, skórka i tak całkowicie mięknie i traci swoją strukturę. Ostateczny cios zadaje jej blender - po zmiksowaniu nie da się jej wyczuć ani zobaczyć, więc cały wysiłek włożony w obieranie po prostu się nie opłaca.
Jak to robię krok po kroku?
Śliwki myję, kroję na połówki i usuwam pestki - to jedyna praca przy owocach, jaką w ogóle wykonuję. Wrzucam je do garnka z grubym dnem, bez wody i bez cukru, bo śliwki puszczają wystarczająco dużo soku same z siebie.
Gotuję na małym ogniu, często mieszając, aż masa zgęstnieje i zacznie odchodzić od dna - u mnie to zwykle 3-4 godziny. Dopiero na samym końcu, kiedy owoce są już całkowicie miękkie, miksuję wszystko blenderem zanurzeniowym na gładką masę.
Ile czasu naprawdę oszczędzam?
Obieranie 3 kilogramów śliwek nożykiem zajmuje mi zwykle około 35-40 minut, licząc też mycie palców z lepkiego soku co chwilę. Samo pozbywanie się pestek i krojenie na połówki to najwyżej 10 minut przy tej samej ilości owoców.
Do tego dochodzi mniej odpadów - obierając śliwki, zawsze traci się razem ze skórką kawałek miąższu, czego przy samym pestkowaniu unikam. Z tej samej partii owoców wychodzi mi więc odrobinę więcej gotowych powideł.
Jakie śliwki wybrać do powideł?
Najlepiej sprawdzają się węgierki - Węgierka Zwykła, Dąbrowicka albo Łowicka. Mają zwarty miąższ, który łatwo odchodzi od pestki, i naturalnie dużo pektyn, dzięki czemu powidła gęstnieją same, bez dodatkowego zagęszczania.
Owoce wybieram zdrowe i jędrne, dojrzałe, ale nie przejrzałe - te ostatnie łatwiej się rozpadają jeszcze przed gotowaniem i trudniej z nich później oddzielić pestki. Wrzesień to akurat szczyt sezonu, więc to najlepszy moment, żeby zrobić większy zapas na cały rok.
Pół godziny zaoszczędzone na obieraniu to dokładnie tyle, ile potrzeba, żeby posiedzieć spokojnie, zamiast stać przy desce z nożykiem. Powidła i tak wyjdą takie same - gładkie, gęste i bez śladu skórki.