Nie wyrzucam, kości z kurczaka to skarb. Robię z nich coś przepysznego
Po niedzielnym kurczaku z piekarnika w garnku zostają same kości - i większość z nas wyrzuca je bez zastanowienia. Ja od dawna robię z nich bulion, który wychodzi głębszy w smaku niż ten z surowych kości, bo pieczenie już zrobiło swoje. Zero dodatkowych zakupów, a w lodówce ląduje baza do kolejnych dwóch, trzech obiadów.
Zacząłem to robić, kiedy policzyłem, ile kosztuje bulion ze sklepu - a przecież mam w garnku dokładnie to, z czego robi się bulion. Wystarczyło kilka godzin na wolnym ogniu, żeby przekonać się, że domowa wersja bije sklepową na głowę.
Dlaczego warto to robić?
Kości po pieczeniu mają już na sobie skarmelizowane resztki mięsa i tłuszczu, które podczas gotowania oddają bulionowi głębszy, bardziej wyrazisty smak niż surowe kości prosto z kurczaka. To ten sam efekt, który w restauracjach uzyskuje się, wcześniej podpiekając kości w piekarniku specjalnie do bulionu.
Do tego dochodzi czysta oszczędność - zamiast wyrzucać kości do kosza, zamieniacie je w produkt, za który w sklepie zapłacilibyście kilka złotych za kostkę rosołową albo kilkanaście za karton gotowego bulionu.
Co jeszcze będzie potrzebne?
Poza samymi kośćmi potrzeba tylko tego, co zwykle zostaje w lodówce po większych zakupach.
- kości z 1 pieczonego kurczaka
- 2 marchewki
- 1 pietruszka (korzeń)
- 1 cebula (można ze skórką, nada koloru)
- 2-3 ząbki czosnku
- łyżka octu jabłkowego lub winnego
- liść laurowy, ziele angielskie, pieprz w ziarnach
- ok. 2-2,5 l wody
Ocet to detal, który łatwo pominąć, a robi realną różnicę - odrobina kwasu pomaga wyciągnąć z kości więcej kolagenu i minerałów podczas długiego gotowania, dzięki czemu bulion po ostudzeniu lekko żeluje.
Przepis na bulion drobiowy z kości
Kości wraz z resztkami mięsa wkładam do dużego garnka, zalewam zimną wodą i dodaję łyżkę octu - odstawiam na 15 minut, zanim włączę ogień, żeby ocet zdążył zacząć działać. Dodaję pokrojone warzywa, przyprawy i doprowadzam do wrzenia.
Gdy bulion zacznie wrzeć, zmniejszam ogień do minimum i gotuję pod przykryciem przez 3-4 godziny, zbierając od czasu do czasu szumowiny znad powierzchni. Im dłużej się gotuje, tym głębszy smak - niektórzy trzymają go na ogniu nawet 8 godzin.
Do czego używam bulionu z kości?
Gotowy bulion przecedzam przez sito i dzielę na porcje - część trafia do lodówki na najbliższe dni, reszta do zamrażarki w pojemnikach albo woreczkach strunowych. Zamrożony wytrzyma spokojnie kilka miesięcy i zawsze macie pod ręką bazę do zupy, sosu czy risotto.
Samych kości po ugotowaniu nie dawajcie zwierzętom - gotowane kości robią się kruche i łatwo się łamią na ostre kawałki, które mogą zranić przewód pokarmowy psa czy kota. Trafiają u mnie prosto do kosza na odpady organiczne.