Jem to codziennie na śniadanie, zanim zrobi się chłodno. Przez całą jesień omija mnie przeziębienie
Wrzesień to moment, kiedy pierwsze przeziębienie czai się tuż za rogiem - nagłe zmiany temperatur, wilgotne poranki, powrót do zamkniętych, dusznych pomieszczeń. Od kilku lat mam swój sposób, żeby to opóźnić. Jem jedną rzecz codziennie na śniadanie, zanim zrobi się naprawdę chłodno, i przez całą jesień zwykle omija mnie ten pierwszy, najgorszy katar.
Nie chodzi o żaden suplement ani cudowną tabletkę - to prosta mieszanka, którą robię z czterech składników leżących w każdej kuchni. Zacząłem ją jeść kilka lat temu, kiedy przeziębienia łapały mnie regularnie na przełomie września i października. Odkąd wprowadziłem ją do porannej rutyny, ten najgorszy, pierwszy katar sezonu zwyczajnie się nie pojawia, albo mija dużo łagodniej.
Co dokładnie jem na śniadanie?
Chodzi o mieszankę startego imbiru, startej cytryny razem ze skórką, szczypty kurkumy i miodu. Nie jest to nic wymyślnego ani drogiego - wszystkie składniki mam zawsze w kuchni, a przygotowanie całego słoika zajmuje niecałe 10 minut.
Ścieram kawałek imbiru wielkości kciuka i całą cytrynę razem ze skórką, dosypuję pół łyżeczki kurkumy i dodaję dwie łyżki miodu. Wszystko mieszam i trzymam w słoiku w lodówce, a rano zjadam z tego jedną łyżkę, najlepiej na czczo.
Dlaczego akurat te składniki?
Cytryna to przede wszystkim witamina C, która wspiera odporność i pomaga organizmowi radzić sobie ze stresem oksydacyjnym w okresie, kiedy dni robią się krótsze i chłodniejsze. Imbir zawiera gingerol, który rozgrzewa od środka i ma działanie przeciwzapalne, dlatego od pokoleń pojawia się w domowych sposobach na przeziębienie.
Kurkuma wnosi kurkuminę o właściwościach antyoksydacyjnych, a miód od dawna stosuje się jako naturalny sposób na łagodzenie podrażnionego gardła. Żaden z tych składników nie działa jak lek, ale razem tworzą wsparcie dla organizmu w momencie, kiedy jest najbardziej narażony.
Jak to wpleść w codzienny rytm?
Zaczynam jeść tę mieszankę na przełomie sierpnia i września, jeszcze zanim pojawią się pierwsze chłodne poranki, i trzymam się tego codziennie aż do połowy listopada. Jem ją na czczo, około 15 minut przed właściwym śniadaniem, żeby składniki zdążyły się wchłonąć, zanim zjem coś cięższego.
Najważniejsza jest regularność, nie jednorazowa dawka. Jedna łyżka zjedzona raz nie zmieni wiele, ale jedzona codziennie przez kilka tygodni buduje nawyk, który realnie odczuwam - mniej katarów, a te, które i tak się zdarzą, mijają szybciej.
Czego ta mieszanka nie zastąpi?
To nie jest gwarancja, że nie zachorujesz, i nie zastąpi podstaw - odpowiedniej ilości snu, ruchu na świeżym powietrzu i mycia rąk po powrocie z miasta. Traktuję ją jako dodatek do tego, co i tak powinienem robić, a nie zamiennik.
Przy pierwszych, poważniejszych objawach przeziębienia i tak sięgam po odpoczynek, a nie po kolejną łyżkę mieszanki. To prosty, tani nawyk, ale jego siła bierze się z regularności, nie z magii jednego składnika.
Sąsiedzi pytają czasem, dlaczego jesienią rzadziej choruję. Odpowiedź mieści się w jednym słoiku, z którego łyżkę zjadam każdego ranka od końca lata.