Nie tylko Coca-cola. Spróbowaliśmy innych coli i wiemy już, która jest najlepsza. Wielki test smakoszy
Wiadomo, że Coca-cola to klasyczny punkt odniesienia. Ale też napoje z „colą” w nazwie robi bardzo wielu producentów – od wielkich koncernów, przez dyskonty, po niewielkich, butikowych wytwórców sprzedających swoje napoje w modnych lokalach. My zdegustowaliśmy najpopularniejsze cole z hipermarketów, dyskontów i popularnych sieci handlowych. Nie było łatwo, ale rezultat jest jednoznaczny.
Nie było łatwo
Nie było łatwo dlatego, że cole w degustacji w ciemno zyskiwały skrajnie odmienne wyniki u poszczególnych jurorów. Ten rozrzut w głosach zazwyczaj mniej więcej zgodniej komisji poważnie nas zaniepokoił. Musieliśmy aż zwiększyć liczebność panelu ekspertów. Uznaliśmy, że większa liczba języków i podniebień da rezultat bardziej miarodajny, taki, o który będziemy spokojniejsi.
Udało się, skrajne oceny się wyrównały, średnia wypłaszczyła, dlatego dziś możemy zaprezentować poniższe wyniki. Trzeba jednak zaznaczyć, że była to jedna z cięższych degustacji, jakie przeprowadzaliśmy. Próbowanie kilkunastu bardzo słodkich napojów nie jest zadaniem prostym. Dlatego też… nie było łatwo.
Kryteria oceny
Liczba napojów typu „cola” jest w handlu dość potężna. Postanowiliśmy uprościć kryteria zapraszania do degustacji. Odrzuciliśmy więc wszystkie „butikowe” wyroby. Nie degustowaliśmy np. Fritz Coli, czy coli Fentiman’s. Zebraliśmy do testów tylko to, co udało nam się kupić w dyskontach, hipermarketach i w najpopularniejszych sieciach handlowych w rodzaju Lewiatana czy Dino. Często były to marki własne poszczególnych sklepów, czyli napoje, które można kupić wyłącznie w danej sieci.
Ocenialiśmy tym razem jedynie dwie cechy napojów: smak i skład. W kryterium smaku braliśmy pod uwagę zarówno sam smak, jak i stopień nasycenia CO2, czyli żywość bąbelków i aromat. Skład z kolei to wybór napoju najmniej niezdrowego. Wiadomo, że cola nie ma składu szczególnie dietetycznego, dlatego – pozbawienie złudzeń – dawaliśmy więcej punktów za mniej cukru (różnice były całkiem spore) i premiowaliśmy uproszczenie składu. W jednym przypadku radykalnie obniżyliśmy ocenę za brak polskojęzycznej wersji napisów na opakowaniu (pamiętajmy, że prawo nakłada na producenta taki obowiązek).
Zaproszeni i oceniani
Przyjęliśmy, że smakowym punktem odniesienia jest Coca-cola i to jej smak wyznacza maksimum 10 punktów. Im pozostali byli bliżej tego smaku – tym lepiej. Chyba, że smak, który proponowali był równie dobry lub lepszy (zdaniem niektórych jurorów taka sytuacja miała miejsce). W degustacji znalazła się również Pepsi-cola oraz – niegdyś czechosłowacka – Kofola, choć napój to szczególny, jednak siłą sentymentu ogromna. Podobnie zresztą, jak w przypadku Polo-cockty, którą również zaprosiliśmy do testów.
Rezultaty mogą zaskakiwać
Po degustacji w ciemno aż cztery napoje zyskały taką samą liczbę punktów za smak. 6,75 punktu uzyskała właśnie wspomniana Polo-cockta, Cola classic z Carrafour, Freeway Cola z Lidla i… Pepsi. Ta ostatnia, jak widać, była oceniana wysoko, lecz nie lepiej niż cola z dyskontu. To właśnie Lidlowski Freeway, cola z Carrefoura i Pepsi były najczęściej oceniane najwyżej. Minimalnie jednak ze wszystkimi czterema napojami wygrał Maxer, czyli cola produkowana (jak Polo-cockta) przez zakłady Zbyszko. Maxer w degustacji w ciemno otrzymał aż 7 punktów.
Rozstrzygały więc składy. Ostateczne miejsca na podium wynikały z łącznej punktacji za skład i za smak. Dzięki temu, choć kryterium smaku miało dwukrotnie większą wagę, na trzecie miejsce wskoczyła Cola Mr. Hipster, która oceny za smak miała poniżej średniej. Jednak niemal ekologiczny skład wywindował ją na podium. Na drugim miejscu ex aequo stanęła Freeway cola z Lidla oraz Polo-cockta Zbyszka. I do Zbyszka należy również najwyższe miejsce na podium. Maxer był najlepiej oceniany smakowo a skład nie ustępował w gruncie rzeczy „ekologicznemu” Mr. Hipsterowi. Zatem dwa najwyższe miejsca na podium producentów coli zajęła polska rodzinna firma, która zapewne najlepiej orientuje się w gustach Polaków.