20 razy więcej witaminy C od cytryny, a Polacy dawno o niej zapomnieli
Kiedyś rosła przy każdej miedzy i na skraju każdego lasu, dziś większość z nas mija ją bez zwracania uwagi. A szkoda, bo dzika róża to jeden z najmocniejszych naturalnych źródeł witaminy C, jakie znajdziesz w polskim klimacie. Sezon na jej zbiór właśnie się zaczyna, więc zdradzę wam, dlaczego warto po nią sięgnąć, zanim okazja przepadnie.
Sam zbieram ją od lat, zwykle z krzaków rosnących przy leśnych ścieżkach niedaleko domu. I choć wiem, że dla wielu osób to wciąż roślina kojarzona głównie z babcinym ogródkiem, ostatnio wraca do łask jako naturalny sposób na wzmocnienie organizmu przed jesienią i zimą.
Kiedy zbierać owoce dzikiej róży?
Dzika róża kwitnie od maja do czerwca, a jej owoce dojrzewają dopiero pod koniec lata i wczesną jesienią. Najlepiej zbierać je po pierwszych przymrozkach, kiedy stają się miękkie i zaczynają puszczać sok - wtedy smak jest łagodniejszy, mniej cierpki.
Nie musisz jednak czekać do przymrozków, żeby zacząć zbiory. Owoce można zrywać już teraz, gdy są jędrne i intensywnie czerwone, tylko wtedy warto liczyć się z wyraźniejszą kwasowością. Ja osobiście zbieram partiami - część na surowo do suszenia już we wrześniu, resztę zostawiam na później.
Zobacz też: W Action za 12.95, Leroy Merlin sprzedaje po 55 zł. Jedna taka okazja na hit

Dzika róża ma 20 razy więcej witaminy C od cytryny
Tu dochodzimy do sedna. Według Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej owoce dzikiej róży zawierają 250-800 mg witaminy C na 100 g, podczas gdy cytryna ma jej 40-60 mg na 100 g. Przy najwyższych wartościach oznacza to nawet 20-krotnie więcej niż w popularnym cytrusie.
Część źródeł podaje wyniki jeszcze wyższe, nawet do 2000 mg na 100 g, ale to wartości skrajne, zależne od odmiany i sposobu zbioru. Trzymajmy się bezpiecznego przelicznika NCEŻ - i tak robi wrażenie. Wystarczą trzy owoce, żeby pokryć dzienne zapotrzebowanie dorosłego człowieka na tę witaminę.
Dzika róża pomaga na stawy i trawienie
Większość osób kojarzy dziką różę wyłącznie z odpornością, a to tylko część historii. Zawarte w owocach związki bioaktywne wykazują właściwości przeciwzapalne, dzięki czemu mogą łagodzić bóle reumatyczne i zmniejszać sztywność stawów.
Do tego dochodzi wsparcie dla trawienia. Błonnik zawarty w owocach reguluje rytm wypróżnień, a napary łagodzą dolegliwości żołądkowe i działają moczopędnie, pomagając usuwać nadmiar wody z organizmu. To właśnie dlatego dawniej sięgano po nią nie tylko przy przeziębieniu, ale i przy problemach trawiennych.
Zobacz też: Do pomidorowej dodaje każdy Polak, a to najgorszy dodatek. Staje się paskudna

Co robić z dziką różą w kuchni?
Najprościej wysuszyć owoce i parzyć z nich herbatę - wystarczy garść na szklankę wrzątku i 10 minut pod przykryciem. Świeże owoce, oczyszczone z pestek, nadają się na syrop albo dżem, a rozdrobnione na surowo można dorzucić do porannej owsianki czy koktajlu.
Ja najczęściej robię z nich syrop pod koniec sezonu i dodaję go zimą do herbaty zamiast cytryny. Smak jest bardziej owocowy, lekko korzenny, a przy okazji dostarcza organizmowi znacznie więcej niż zwykła witamina C z apteki.
Jeśli macie w okolicy krzak dzikiej róży, nie czekajcie do ostatniego tygodnia sezonu. Zbierzcie garść już teraz, wysuszcie na zimę i sprawdźcie sami, czy faktycznie różni się od tego, co znacie z cytryny.