3 razy więcej błonnika niż siemię lniane. Daje szybką ulgę przy zaparciach
Siemię lniane pije prawdopodobnie co drugi Polak i słusznie, bo działa. Ale kiedy porównałem je z innym surowcem o dużej zawartości błonnika, okazało się, że jest produkt, który w tej konkretnej kategorii bije je na głowę.
Nie jest droższe, nie trzeba tego mielić i nie ma specyficznego smaku. Przez lata mijałem to na półce, bo nazwa nic mi nie mówiła, a opakowanie wyglądało nijako. Dopiero porównanie liczb na odwrocie sprawiło, że wróciłem po nie następnego dnia.
Siemię lniane wcale nie jest najlepsze
Zacznijmy od tego, że z błonnikiem mamy w Polsce realny problem. Zalecenia mówią o 25-30 g dziennie, a przeciętna dieta dostarcza go mniej więcej 15 g. Stąd cała popularność siemienia, które faktycznie tę lukę częściowo łata.
Siemię lniane ma około 27 g błonnika na 100 g i to naprawdę przyzwoity wynik. Do tego dorzuca kwasy omega-3 i lignany, których nie znajdziesz w większości alternatyw. Problem w tym, że jeśli twoim celem jest wyłącznie błonnik, a nie tłuszcze, to siemię jest wyborem dobrym, ale nie najlepszym z możliwych. Na tej samej półce leży produkt, który ma go trzy razy tyle.
Zobacz też: Rozbiłeś butelkę w sklepie? Prawo jasno mówi, kto za to zapłaci

To łuski babki jajowatej
Znajdziesz je też pod angielską nazwą psyllium husk. I tu jest niuans, który decyduje o wszystkim: to nie są całe nasiona babki, tylko same zewnętrzne osłonki ziaren, czyli ta część, w której błonnik jest najbardziej skoncentrowany.
Różnica w liczbach jest wyraźna. Nasiona babki mają 65-70 g błonnika na 100 g, same łuski dochodzą do 80 g. Przy 27 g w siemieniu wychodzi niemal dokładnie trzykrotność. Jeśli więc kupujesz produkt konkretnie po to, żeby uzupełnić błonnik, łuski są po prostu wydajniejsze i nie ma tu o czym dyskutować.
Oczywiście muszę wspomnieć o minusach tego wyboru. Babka jajowata to niemal czysty błonnik i tyle, żadnych omega-3, żadnych lignanów. To nie jest zamiennik siemienia, tylko środek, który wypełnia inną dietetyczną lukę.
Dlaczego działa inaczej niż siemię
Po zalaniu wodą łuski chłoną ją i pęcznieją, tworząc gęsty żel. W jelitach ten żel zwiększa objętość treści pokarmowej i zmiękcza ją, przez co po prostu łatwiej ją przesunąć dalej. W przeciwieństwie do popularnych suplementów, które obiecują gruszki na wierzbie, babka po prostu wykonuje swoje zadanie.
Druga rzecz to sytość. Żel zajmuje miejsce w żołądku i spowalnia jego opróżnianie, więc uczucie najedzenia utrzymuje się dłużej. Przy tym łuski mają znikomą wartość energetyczną, bo błonnik nie jest trawiony. Siemię działa podobnie, ale słabiej, i dodatkowo dokłada tłuszcz oraz kalorie.
Zobacz też: Najgorszy wybór w warzywniaku. Te owoce i warzywa są pełne mikroplastiku

Jak stosować babkę jajowatą?
Zacznij od jednej łyżeczki dziennie, nie od łyżki. Jeśli od razu wrzucisz do diety dużą dawkę błonnika, przez pierwsze dni możesz mieć wzdęcia i uczucie ciężkości. Po tygodniu możesz zwiększyć do dwóch łyżeczek, jeśli czujesz taką potrzebę.
Sposób jest banalny: łyżeczkę łusek wsyp do szklanki wody, zamieszaj i wypij od razu, zanim zdąży zgęstnieć. Potem dopij drugą szklankę czystej wody. Możesz też wmieszać je do jogurtu, owsianki albo koktajlu, ale wtedy tym bardziej pamiętaj o piciu.