1 filiżanka zielonej herbaty na wątrobę to za mało. Ile trzeba pić naprawdę?
Wątroba pracuje bez przerwy i rzadko się o niej mówi, dopóki wyniki badań czegoś nie pokażą. A jednak jeden zwykły napój, obecny właściwie w każdej kuchni, może realnie odciążyć ten narząd. Najnowsze doniesienia na temat zielonej herbaty pokazują, że jej regularne picie potrafi poprawić konkretne wskaźniki pracy wątroby, zwłaszcza u osób zmagających się z jej stłuszczeniem.
Sam sięgam po zieloną herbatę od dłuższego czasu, głównie zamiast kolejnej kawy po południu. Nie sądziłem jednak, że stoi za tym coś więcej niż przyjemny rytuał i lekki zastrzyk energii. Okazuje się, że naukowcy przyglądają się temu naparowi od lat właśnie ze względu na wątrobę, a najnowsze badania tłumaczą dokładnie, co się w niej dzieje.
Balsam dla wątroby
Wątroba to jeden z najbardziej zapracowanych narządów w organizmie. Usuwa z krwi szkodliwe substancje, bierze udział w przemianie składników odżywczych, produkuje żółć potrzebną do trawienia tłuszczów i pomaga utrzymać prawidłowy poziom glukozy oraz cholesterolu. Kiedy coś zaczyna jej szkodzić, efekty widać właściwie w całym organizmie.
Naukowców od lat interesuje zielona herbata, a największą uwagę przyciągają zawarte w niej katechiny, zwłaszcza galusan epigallokatechiny, czyli EGCG. Ten związek może ograniczać stres oksydacyjny, wpływać na procesy zapalne i uczestniczyć w regulacji gospodarki tłuszczowej w komórkach wątroby. Najwięcej uwagi poświęca się tu osobom z MASLD, czyli metaboliczną stłuszczeniową chorobą wątroby - schorzeniem, które rozwija się przez nadmierne odkładanie tłuszczu w komórkach narządu i często idzie w parze z otyłością, cukrzycą typu 2 czy podwyższonym poziomem trójglicerydów.
Zobacz też: Wrzucam to do czajnika zamiast kwasku cytrynowego. Kamień znika bez szorowania

Dlaczego 1 filiżanka to za mało?
Jednym ze wskaźników, po których lekarze oceniają stan wątroby, są enzymy wątrobowe. Ich podwyższony poziom może sygnalizować uszkodzenie komórek albo toczący się proces chorobowy. I tu pojawia się sedno sprawy: z badań wynika, że spadek tych enzymów, sygnalizujący mniejszy stan zapalny wątroby, obserwuje się przede wszystkim u osób pijących około 3-4 filiżanek dziennie, nie jedną.
To nie jedyna korzyść przy takiej ilości. EGCG chroni komórki przed stresem oksydacyjnym, a dodatkowo wspiera autofagię, czyli naturalny mechanizm, dzięki któremu organizm sam usuwa uszkodzone elementy komórek. Efekt widać już po kilku tygodniach regularnego picia, ale wyłącznie wtedy, gdy filiżanka pojawia się na stole kilka razy dziennie, a nie raz.
Sama herbata nie załatwi sprawy
Zielona herbata to wsparcie, nie samodzielne rozwiązanie. Specjaliści podkreślają, że najlepsze efekty przynosi połączenie jej ze zbilansowaną dietą opartą na jak najmniej przetworzonych produktach oraz regularną aktywnością fizyczną. Bez tego nawet 4 filiżanki dziennie nie zdziałają cudów.
Warto jednak traktować to jako nawyk na lata, nie chwilową dietę. Osoby, które piją zieloną herbatę codziennie przez miesiące, a nawet lata, rzadziej zapadają na stłuszczenie i raka wątroby - najprawdopodobniej dzięki przeciwutleniaczom zawartym w naparze i ich długofalowemu wpływowi na stan zapalny tego narządu.
Więc jeśli parzysz sobie jedną filiżankę dziennie i liczysz, że to wystarczy, czas dołożyć kolejne 2-3. Wątroba zauważy różnicę.
Zobacz też: Codziennie z rana sypię odrobinę do kawy. Do Bożego Narodzenia oponka będzie znikać
