Codziennie z rana sypię odrobinę do kawy. Do Bożego Narodzenia oponka przestanie istnieć
Poranna kawa to rytuał, który u większości z nas wygląda tak samo od lat - czarna, z mlekiem albo z odrobiną cukru. Od kilku tygodni dorzucam do niej jeszcze jeden składnik, który stał w mojej szafce od dawna. Efekt zauważyłem nie od razu, ale na tyle wyraźnie, że nie wracam już do zwykłej wersji.
Do tego patentu przekonała mnie rozmowa o dodatkach do kawy, które faktycznie mają sens, a nie tylko dobrze brzmią w nagłówku. Imbir wracał w niej najczęściej, więc postanowiłem sprawdzić go sam, zamiast kolejny raz sięgać po cynamon czy kurkumę, które i tak mam w kawie na stałe.
Dlaczego sypię imbir do kawy?
Imbir zawdzięcza swoje właściwości gingerolom - związkom odpowiedzialnym za charakterystyczny, piekący smak i za działanie rozgrzewające. To właśnie gingerole podejrzewa się o wspomaganie metabolizmu i spalania tłuszczu, choć trzeba uczciwie powiedzieć, że to efekt wspierający, a nie samodzielny mechanizm odchudzania.
Poza tym imbir od dawna wykorzystuje się w kuchni i w medycynie naturalnej do wspomagania trawienia - łagodzi wzdęcia i przyspiesza opróżnianie żołądka. Dietetycy podkreślają, że to właśnie ten efekt, w połączeniu z kofeiną, może realnie wpływać na to, jak szybko wraca uczucie głodu po śniadaniu.
Zobacz też: Wrzucam do ogórków kiszonych, to mój sekret. Wychodzą twarde i soczyste

Jak to działa?
Kofeina sama w sobie ma udokumentowane, choć umiarkowane działanie termogeniczne - przyspiesza tempo przemiany materii na kilka godzin po wypiciu. Gingerole z imbiru działają na podobnej zasadzie, więc połączenie obu składników w jednej filiżance nie tyle mnoży efekt, co go uzupełnia - jeden wspiera trawienie, drugi pobudzenie metaboliczne.
Ważne jest, żeby nie traktować takiej kawy jako zamiennika diety czy ruchu. To wsparcie, które ma sens przy ogólnie zbilansowanym jadłospisie, a nie samodzielny sposób na zrzucenie kilogramów - w tym miejscu popularne nagłówki obiecujące cuda zwykle mijają się z rzeczywistością.
Jak przygotować taką kawę?
Do świeżo zaparzonej kawy dodaję pół łyżeczki startego świeżego imbiru albo, jeśli nie mam go pod ręką, jedną czwartą łyżeczki imbiru w proszku. Mieszam od razu po zaparzeniu, żeby aromat zdążył się uwolnić, zanim kawa zacznie stygnąć.
Świeży imbir daje wyraźniejszy, bardziej pikantny smak, a proszek rozpuszcza się szybciej i lepiej sprawdza się w kawie parzonej w ekspresie. Kawę piję bez cukru i bez mleka - to właśnie te dodatki najczęściej niwelują korzyści, o które w ogóle chodzi w takim poranym rytuale.
Uważaj z ilością imbiru
Taką kawę piję raz dziennie, rano, zwykle jako pierwszą filiżankę. Częstsze picie nie ma sensu - nadmiar imbiru może podrażniać żołądek, zwłaszcza na czczo, a zbyt duża ilość kofeiny w ciągu dnia i tak przynosi więcej szkody niż pożytku.
Osoby przyjmujące leki rozrzedzające krew albo mające problemy z refluksem czy wrzodami powinny zachować ostrożność - imbir w większych ilościach może nasilać te dolegliwości. W razie wątpliwości najlepiej skonsultować taki dodatek z lekarzem, zwłaszcza przy stałym leczeniu.
Szczypta imbiru w porannej kawie to mały, ale sensowny nawyk - wspiera trawienie, delikatnie pobudza metabolizm i nie kosztuje nic więcej niż to, co i tak stoi w kuchennej szafce. Warto sprawdzić już jutro rano, najlepiej zaczynając od mniejszej ilości, żeby sprawdzić, jak reaguje na to twój żołądek.
Zobacz też: Ogórki kiszone – przeciwwskazania. Kto nie może jeść kiszonek?
