Książulo rozmawiał z właścicielem restauracji w Kościelisku. "Nie wytrzymujemy tego psychicznie"
Restauracja Harnaś w Kościelisku od kilku dni jest jednym z najgłośniej komentowanych miejsc w polskim internecie. Bramki przy wejściu, płatny parking za 50 złotych i toaleta za dodatkowe 5 złotych wywołały falę oburzenia, a ostre odpowiedzi właściciela na negatywne opinie tylko dolały oliwy do ognia. Książulo postanowił nie czekać na kolejne zrzuty ekranu z Wykopu i pojechał sprawdzić wszystko osobiście. To, co zastał na miejscu, mocno różniło się od tego, co jeszcze tydzień wcześniej krążyło w sieci.
Sprawa zaczęła się od wpisu opisującego zasady obowiązujące w lokalu, a screeny z odpowiedziami właściciela na negatywne opinie w Google szybko obiegły internet. W kilka dni restauracja zebrała falę krytyki, jakiej Kościelisko dawno nie widziało.
Obok hejtu pojawiły się jednak też głosy broniące miejsca, chwalące jedzenie i lokalizację tuż przy wejściu do Doliny Kościeliskiej. Nikt nie wiedział, czy po tej burzy cokolwiek się zmieniło, dopóki ktoś nie sprawdził tego na miejscu.
Co dokładnie wywołało Internetową burzę wokół restauracji Harnaś?
W godzinach 12:00-18:00 do restauracji miały być wpuszczane wyłącznie osoby zamawiające danie główne. Kto chciał wpaść tylko na deser albo napój, mógł zostać zawrócony już przy wejściu. Do tego doszła płatna toaleta, z której korzystanie kosztowało 5 złotych oraz tabliczka informująca, że lokal jest rzekomo "chroniony prawnie przed opiniami w Google".
Największe emocje wzbudziły jednak nie same zasady, tylko sposób, w jaki właściciel odpowiadał na krytykę. Część jego riposty pod negatywnymi opiniami internauci uznali za wyjątkowo niesmaczne, a temat szybko trafił do ogólnopolskich mediów. To właśnie ta kombinacja - bramki, opłaty i chamskie odpowiedzi - zamieniła lokalną restaurację w symbol "januszerki" na cały kraj.
Zobacz też: Parzę w kubku i dolewam do prania. Żadna kawa, ubrania i tak są głęboko czarne

Świeże śrubki wywołały podejrzenia Książula
Już przy wejściu Książulo zauważył coś, co nie pasowało do reszty tabliczek: obok postarzałych, zardzewiałych mocowań widniały świeże śrubki, a jedna z tablic informowała, że parking jest jednak bezpłatny dla gości. Zniknął też czerwony baner ostrzegający, że bez zamówienia dania głównego nie da się wejść na napój czy deser. Wyglądało to na zmiany wprowadzone naprędce, dosłownie kilka dni wcześniej.
Zmieniły się też opinie w Google. Wszystkie chamskie odpowiedzi właściciela, o których pisano w sieci, zostały edytowane na neutralne "dziękujemy za opinię, życzymy wszystkiego dobrego". Restauracja tłumaczyła się dziennikarzom, między innymi z redakcji WP, że mierzy się obecnie z "falą hejtu" - nie odnosząc się bezpośrednio do wcześniejszych, kontrowersyjnych wpisów.
Właściciel przyznał się do błędu
Na miejscu Książulo porozmawiał z 73-letnim właścicielem, który prowadzi restaurację od 40 lat (wcześniej robił to jego dziadek). Ten tłumaczył, że obok lokalu przechodzi rocznie 2 miliony turystów, a sala ma zaledwie 40 miejsc, mimo to potrafiło się do niej wcisnąć nawet 240 osób naraz. Stąd, według niego, wzięły się zasady dotyczące pory obiadowej i opłata za parking, który miał zniechęcać kierowców do zostawiania auta na cały dzień, a nie tylko na czas posiłku.
Sam przyznał jednak, że część jego reakcji na opinie była błędem. Jak stwierdził wprost, "pękł" po latach radzenia sobie z incydentami, których internauci nie widzą - gośćmi siedzącymi godzinami przy jednym napoju, kiedy inni czekają na stolik, czy próbami wciśnięcia się do środka bez zamówienia. Dodał, że część personelu zrezygnowała z pracy właśnie z powodu tej presji.
Jedzenie zaskoczyło nawet Książula
Mimo całej afery jedzenie okazało się mocnym punktem wizyty. Kwaśnica i rosół (po 45 złotych za porcję) dostały pochwałę za duże ilości mięsa i wyraźny smak. Szaszłyk z jagnięciny za 65 złotych Książulo opisał jako jedno z najlepszych mięs, jakie ostatnio jadł, mimo że sam nigdy by go nie zamówił bez okazji do sprawdzenia.
Najlepiej wypadły jednak pierogi z jagodami za 55 złotych - delikatne ciasto, wyraźnie kwaskowe nadzienie i porcja na 12-15 sztuk, którą trudno zjeść w pojedynkę. Schabowy (45 złotych, 56 z kapustą) i placki po zbójnicku oceniono jako solidne, choć bez rewelacji, a domowa szarlotka za 10-20 złotych zebrała same pochwały za świeżość.
Ten materiał dobrze pokazuje, że internetowa burza i rzeczywistość na miejscu to często dwie różne historie. Jedzenie broniło się samo, a właściciel, mimo błędów w komunikacji, tłumaczył swoje decyzje w sposób, który częściowo rozjaśniał sytuację. Nie zmienia to jednak faktu, że kilka niefortunnych odpowiedzi na opinie potrafi w kilka dni zepsuć reputację budowaną przez dekady - i to bez względu na to, jak dobra jest kwaśnica.
Zobacz też: Wkładam kurczaka do specjalnej zalewy i piekę. Wychodzi obłędnie soczysty
