Najgorsze zbiory od lat, rolnicy załamani. GUS ujawnia skalę tegorocznej klęski
Zbiory owoców w tym roku wypadają fatalnie, a mimo to za jabłka czy śliwki płacimy teraz mniej niż rok temu. Brzmi jak sprzeczność, ale ma to swoje logiczne wytłumaczenie - i dobry powód, żeby już teraz zaplanować zakupy na jesień i zimę, zanim sytuacja się odwróci.
Główny Urząd Statystyczny opublikował 1 sierpnia najnowszą prognozę tegorocznych zbiorów, oparte na analizie stanu upraw w całym kraju. Wnioski są jednoznaczne - to jeden z najsłabszych sezonów owocowych od lat, a przyczyną są warunki pogodowe, które uderzyły w sady kilka razy z rzędu.
vIle owoców zabraknie w tym roku?
Zbiory owoców z drzew będą niższe o 18,6% względem zeszłego roku. Najbardziej ucierpiały jabłka, czyli podstawowy polski owoc - ich zbiory spadną o 19,5%, do niespełna 3,1 mln ton. Gorzej będzie też z gruszkami (-14,4%), wiśniami (-10,8%) i czereśniami (-16,6%), a nawet ze śliwkami, choć tu spadek jest najmniejszy z tej grupy (-4,1%).
Owoców z krzewów zabraknie mniej dotkliwie, bo ogółem o 6,5%, ale akurat maliny ucierpiały najbardziej ze wszystkich - ich zbiory spadną aż o 23%. To owoc, którego w tym roku po prostu będzie najtrudniej dostać w dobrej cenie.

Dlaczego akurat ten rok jest tak zły?
Sady dostały w tym roku potrójnie. Najpierw wiosenne przymrozki uszkodziły kwiaty w trakcie zawiązywania owoców, co od razu ograniczyło potencjał plonowania. Potem przyszła długotrwała susza, która osłabiła drzewa i krzewy pozbawione regularnych opadów. Na koniec, pod koniec czerwca, uderzyła fala rekordowych upałów, która dobiła to, co przetrwało dwa poprzednie ciosy.
Zima 2025/2026 sama w sobie nie była dla sadów szczególnie groźna - drzewa przezimowały w dobrej kondycji. To właśnie splot wydarzeń wiosną i latem, a nie warunki zimowe, przesądził o tak słabym sezonie.
Dlaczego mimo to owoce są teraz tańsze?
Tu wchodzi w grę mechanizm, który łatwo przeoczyć. Obecne ceny w sklepach nie odzwierciedlają jeszcze tegorocznych, słabych zbiorów - opierają się w dużej mierze na zeszłorocznych zapasach, które trafiły do mrożonek i przechowalni podczas znacznie lepszego sezonu 2025. Dlatego za jabłka płacimy teraz o 16,2% mniej niż rok temu, a za pozostałe owoce pestkowe o 3,2% mniej - mimo że na drzewach wisi ich w tym roku wyraźnie mniej.
Podobnie wygląda sytuacja z warzywami, które w tym sezonie także zebrano skromniej, a mimo to są tańsze - buraki kosztują mniej o 23,4%, kapusta o 22,9%, cebula o 18,8%.
Co to oznacza dla Twojego portfela
Ten korzystny cenowo moment prawdopodobnie się nie utrzyma. Gdy zeszłoroczne zapasy się wyczerpią, a na rynek zacznie trafiać wyłącznie tegoroczny, uboższy zbiór, presja na wzrost cen będzie realna - zwłaszcza przy jabłkach i malinach, które ucierpiały najmocniej.
Jeśli planujesz przetwory na zimę, warto pomyśleć o nich wcześniej niż zwykle, zanim ceny zaczną odzwierciedlać tegoroczny niedobór. To rzadka sytuacja, w której słaby sezon w sadzie i dobra cena w sklepie nakładają się na siebie tylko chwilowo - i warto to okno wykorzystać, zamiast czekać do września czy października.
