IJHARS pilnie zatrzymał na granicy. Próbowali wjechać z tym do Polski
Kolejny transport żywności nie dotarł do polskich sklepów. Tym razem na celowniku inspektorów znalazła się ogromna partia mrożonych owoców z Ukrainy. Decyzja o zakazie wprowadzenia towaru do obrotu zapadła błyskawicznie i zaczęła obowiązywać natychmiast.
IJHARS regularnie publikuje komunikaty o zatrzymanych transportach, a każdy z nich wywołuje spore emocje wśród importerów i przetwórców. Wystarczy jedna poważna niezgodność, by cała partia towaru trafiła na boczny tor - urząd nie stosuje tu taryfy ulgowej. Tym razem sprawą zajął się oddział inspekcji w Lublinie.
Ponad 20 ton malin nie wjedzie do Polski
W poniedziałek 10 sierpnia Główny Inspektorat Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych poinformował o zatrzymaniu partii towaru z Ukrainy o łącznej masie 20 310 kg. To ponad 20 ton mrożonych malin, które miały trafić do sprzedaży na polskim rynku.
Lubelski oddział IJHARS wydał postanowienie o zakazie wprowadzenia towaru do obrotu na terenie Polski, a decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności. Oznacza to, że zakaz obowiązuje od razu, jeszcze zanim ewentualne odwołanie zostanie rozpatrzone.
Zobacz też: Mieszam z sodą i wrzucam do pralki. Ubrania pachną tygodniami i są miękkie jak chmura
Powód zatrzymania może zaskoczyć
Tym razem inspektorów nie zaniepokoiła jakość samego produktu. To nie pleśń ani ciała obce zadecydowały o wstrzymaniu transportu - przyczyną okazało się niedopełnienie podstawowych wymogów formalnych przy przygotowywaniu opakowań. Kontrolerzy dostrzegli nieprawidłowości w oznakowaniu towaru.
Dla wielu importerów to bolesna lekcja. Brak jednego wymaganego elementu na etykiecie potrafi zablokować cały transport, nawet jeśli sam produkt spełnia wszystkie normy jakościowe. Prawidłowe oznakowanie to nie formalność, a podstawowe źródło informacji dla konsumenta - o pochodzeniu, składzie i sposobie przechowywania towaru.

To nie pierwszy taki przypadek w tym roku
Tylko w pierwszym półroczu 2026 roku IJHARS skontrolowała ponad 45 tysięcy partii artykułów rolno-spożywczych napływających do Polski z zagranicy, a najczęściej kwestionowane były towary z Ukrainy i Chin. Liczba kontroli rośnie z miesiąca na miesiąc.
W ostatnich tygodniach kontrolerzy zatrzymywali też między innymi mrożone krewetki z Indii i ryż z Tajlandii. Powody bywają różne - od pleśni i szkodników, przez błędy w składzie, po niedopatrzenia w oznakowaniu. Wspólny mianownik jest jeden: żaden towar bez kompletu wymaganych informacji nie ma szans trafić na polskie półki.
Dla konsumentów to dobra wiadomość - system kontroli granicznej działa i skutecznie wyłapuje towary niespełniające wymogów. Dla importerów to kolejny sygnał, żeby dopilnować dokumentacji jeszcze przed wysyłką, bo jeden brakujący szczegół na etykiecie potrafi zatrzymać nawet największą dostawę.
Zobacz też: Polacy mówią dość. Chcą zmian systemu kaucyjnego