Biorę ziemniaki z wczoraj i dodaje 2 składniki. O tych kluskach można pisać pieśni
Zostały ziemniaki z wczorajszego obiadu, stoją w lodówce w miseczce i nikt nie ma ochoty ich odgrzewać. Znam to aż za dobrze - i przez lata też je wyrzucałem, bo "przecież to tylko resztki". Dziś robię z nich kluski śląskie, które znikają z talerza szybciej niż te świeżo gotowane. Cała robota zajmuje niecałe 20 minut, a efekt smakuje tak, jakby ktoś specjalnie gotował ziemniaki tylko na ten cel.
Ten nawyk podpatrzyłem właściwie przypadkiem - u znajomej ze Śląska, która twierdziła, że najlepsze kluski wychodzą właśnie z ziemniaków sprzed dnia, nigdy ze świeżo ugotowanych. Na początku byłem sceptyczny, bo brzmiało to jak jedna z tych kuchennych legend. Sprawdziłem to jednak kilka razy i muszę przyznać - miała rację, a różnica jest wyczuwalna już przy samym zagniataniu ciasta.
Bardzo ważna zasada
Świeżo ugotowane, ciepłe ziemniaki trzymają w sobie dużo wody. Gdy zaraz po ugotowaniu zaczniesz je przecierać i mieszać z mąką ziemniaczaną, ciasto robi się wilgotne i klejące, więc trzeba dosypywać jej coraz więcej, żeby w ogóle dało się je formować. A im więcej mąki, tym cięższe i bardziej gumowate wychodzą kluski.
Po nocy w lodówce ziemniaki tracą część wilgoci, a ich struktura się zagęszcza - skrobia w nich "dojrzewa". Dzięki temu do związania ciasta potrzeba znacznie mniej mąki ziemniaczanej, a kluski wychodzą lżejsze i bardziej sprężyste. To nie przypadek, że tradycyjne przepisy śląskie od zawsze bazowały na ziemniakach sprzed dnia - to nie oszczędność dla oszczędności, tylko realna różnica w teksturze.
Zobacz też: Nie masło, chleb smaruję tylko tym. Dziesięć razy mniej tłuszczu, samo zdrowie
Jak robię kluski z resztek ziemniaków
Zimne ziemniaki przeciskam przez praskę zamiast rozgniatać je widelcem - to mój sprawdzony patent na gładkie ciasto bez grudek, które później rozpadałyby się podczas gotowania. Jeśli nie masz praski, dokładne rozgniecenie widelcem też zadziała, tylko poświęć na to chwilę dłużej.
Kluczowy moment to zagniatanie - robię to szybko, najwyżej przez chwilę, bo im dłużej pracujesz z ciastem ziemniaczanym, tym bardziej robi się kleiste. Dodaję mąkę stopniowo, żeby nie przesadzić z ilością, bo to najczęstszy błąd przy tym przepisie.
Składniki (na 3-4 porcje):
- 500 g ugotowanych, wystudzonych ziemniaków (najlepiej sprzed dnia)
- 100-120 g mąki ziemniaczanej
- 1 jajko
- szczypta soli

Przepis na kluski ziemniaczane
Przygotowanie:
- Zimne ziemniaki przeciskam przez praskę na gładką masę.
- Dodaję jajko, sól i mąkę ziemniaczaną, zaczynając od mniejszej ilości.
- Zagniatam krótko, tylko do połączenia składników w jednolite ciasto.
- Formuję kulki wielkości orzecha włoskiego, spłaszczam i wciskam kciukiem charakterystyczny dołek pośrodku.
- Wrzucam partiami do wrzącej, osolonej wody.
- Gotuję do wypłynięcia, a potem jeszcze ok. 1-2 minuty.
Zobacz też: Wybrano najgorsze dania świata. W rankingu potrawa z Górnego Śląska
Jak podaję kluski
Woda nie powinna się gwałtownie gotować w momencie wrzucania klusek - zbyt mocne wrzenie rozbija delikatny dołek i rozrywa brzegi. Zmniejszam wtedy ogień do średniego i pilnuję, żeby woda tylko lekko "pyrkała".
Drugi banalny błąd to zbyt duża ilość mąki na zapas "dla pewności" - właśnie przez to kluski robią się ciężkie i mączyste zamiast lekkie. Trzymam się proporcji z przepisu i dosypuję maksymalnie łyżkę więcej, jeśli ciasto naprawdę się klei.
Odcedzone kluski polewam roztopionym masłem ze skwarkami albo podaję z gulaszem czy sosem grzybowym - dołek świetnie zbiera każdy sos. Jeśli zostanie ich więcej, następnego dnia odsmażam je na patelni na maśle, aż zrobią się lekko rumiane z wierzchu. Tak naprawdę to jedyny sposób na resztki obiadu, po który sięgam bez wahania.