Ma więcej ołowiu i rtęci od najpaskudniejszych ryb, a Polacy dalej ją jedzą. Unikaj jak ognia
Ryby regularnie trafiają na nasze talerze jako zdrowa alternatywa dla mięsa - bogata w kwasy omega-3 i witaminy. Jedna z najchętniej kupowanych w Polsce ryb ma jednak ciemną stronę, o której mało kto pamięta przy kasie. Sprawdź, dlaczego warto dwa razy zastanowić się przed sięgnięciem po tilapię.
Sam kupowałem tilapię regularnie - kusiła ceną i tym, że praktycznie nie ma ości, więc idealnie nadaje się na szybki obiad. Dopiero gdy natrafiłem na wyniki badań Morskiego Instytutu Rybackiego, zacząłem czytać etykiety uważniej. Okazało się, że ta popularna ryba ma powody, dla których warto ograniczyć jej miejsce na talerzu.
Dlaczego akurat tilapia budzi zastrzeżenia?
Tilapia to jedna z najchętniej wybieranych ryb w Polsce - głównie za sprawą niskiej ceny, delikatnego smaku i praktycznie zerowej ilości ości. Problem w tym, że hodowana jest zwykle w gęsto obsadzonych zbiornikach, często w Wietnamie lub Chinach, skąd trafia do nas jako mrożony filet.
To właśnie te warunki hodowli sprawiają, że skład tilapii różni się od tego, czego oczekujemy po rybie. Zamiast cenionych kwasów omega-3, przeważają w niej kwasy omega-6, które w nadmiarze mogą sprzyjać stanom zapalnym w organizmie. Pod względem wartości odżywczych tilapia wypada więc słabiej niż na przykład makrela czy śledź.

Co wykazały badania Morskiego Instytutu Rybackiego?
Morski Instytut Rybacki - Państwowy Instytut Badawczy przebadał ryby hodowlane i morskie pod kątem obecności substancji niepożądanych, w tym metali ciężkich. Wyniki pokazały, że to właśnie w tilapii stwierdzono najwyższe stężenie ołowiu spośród badanych gatunków, a dodatkowo wykryto w niej także rtęć i kadm.
Eksperci zastrzegają, że wykryte poziomy nie przekraczały dopuszczalnych norm, więc nie ma mowy o bezpośrednim zagrożeniu przy okazjonalnym jedzeniu. Mimo to warto pamiętać, że tilapia wypadła najgorzej spośród porównywanych ryb, a metale ciężkie mają tendencję do kumulowania się w organizmie przy regularnym spożyciu.
Czym zastąpić tilapię na talerzu?
Jeśli zależy ci na delikatnym smaku i niewielkiej ilości ości, nie musisz od razu rezygnować z ryby na obiad. Flądra ma podobnie łagodny smak i równie mało ości, a jej profil odżywczy wypada znacznie korzystniej.
Dobrym wyborem jest też makrela - tłustsza, ale za to bogata właśnie w te kwasy omega-3, których w tilapii brakuje. Zamiana jednej ryby na drugą to niewielka zmiana w nawykach zakupowych, a realna korzyść dla organizmu.
Tilapia raz na jakiś czas nie zaszkodzi, ale jeśli gości na twoim talerzu co tydzień, warto pomyśleć o zamienniku. Flądra czy makrela dają podobną wygodę przy gotowaniu, a przy okazji dostarczają więcej tego, po co w ogóle sięgamy po ryby.
