Żaden arbuz, w upał jem coś znacznie lepszego. Orzeźwia mnie na godziny
Upał w Polsce potrafi zaskoczyć nawet przyzwyczajonych do niego mieszkańców miast - temperatury powyżej 30 stopni latem to dziś raczej standard niż wyjątek. Odruchowo sięgamy wtedy po arbuza, bo kojarzy się nam z chłodem i soczystą słodyczą. W mojej lodówce podczas fali upałów ląduje jednak przynajmniej pięć innych owoców, o których większość smakoszy zapomina. Sprawdź, które z nich nawadniają organizm równie skutecznie co klasyczny arbuz i dlaczego warto po nie sięgać.
Wszystko sprowadza się do prostej fizjologii. Podczas upału organizm traci wodę i elektrolity szybciej, niż większość z nas sobie wyobraża - nawet 1,5 litra płynów w ciągu kilku godzin przy dużej wilgotności powietrza. Owoce sezonowe potrafią uzupełnić te straty lepiej niż niejeden napój izotoniczny, bo oprócz wody dostarczają też potasu, magnezu i naturalnych cukrów. Zacznijmy jednak od klasyka, bo warto wiedzieć, jak go wybierać, żeby faktycznie spełniał swoje zadanie.
Arbuz wciąż na czele
Arbuz w około 92% składa się z wody, dlatego jego reputacja jako owocu idealnego na upały nie jest przypadkowa. Do tego zawiera sporo potasu, który organizm traci wraz z potem, oraz cytrulinę - aminokwas wspierający rozszerzanie naczyń krwionośnych i poprawiający krążenie. Dlatego po kawałku schłodzonego arbuza czujemy się ochłodzeni szybciej niż po zwykłej szklance wody.
Osobiście przy wyborze kieruję się trzema rzeczami: żółtą plamą od spodu, tam gdzie owoc leżał na ziemi (im ciemniejsza i bardziej żółta, tym dłużej dojrzewał), głuchym, dudniącym dźwiękiem po opukaniu oraz wagą - dobry arbuz jest cięższy, niż się wydaje na oko. Unikam owoców z jasną, prawie białą plamą, bo zwykle są niedojrzałe i wodniste w smaku.
Melon, słodszy sojusznik w walce z upałem
Melon, zwłaszcza kantalupa, ma nieco mniej wody niż arbuz (ok. 90%), ale nadrabia to zawartością beta-karotenu i witaminy C. Pomarańczowy miąższ to nie przypadek - im intensywniejszy kolor, tym więcej prowitaminy A, która wspiera odporność skóry narażonej na słońce.
Dojrzały melon rozpoznasz po zapachu - powinien pachnieć słodko już przy szypułce, zanim go przekroimy. Jeśli owoc nie pachnie w ogóle, prawdopodobnie dojrzewał sztucznie po zerwaniu i miąższ będzie mdły. Warto go jeść dobrze schłodzonego, najlepiej prosto z lodówki, wtedy efekt orzeźwienia jest najbardziej odczuwalny.

Gruszka nashi, chrupiący orzeźwiacz wciąż rzadko spotykany w Polsce
Gruszka nashi, nazywana też gruszą japońską, dla wielu Polaków to wciąż nowość, choć w sklepach pojawia się coraz częściej latem i wczesną jesienią. W przeciwieństwie do klasycznej gruszki ma chrupiącą, jędrną konsystencję bliższą jabłku, a jej miąższ zawiera aż 88% wody. To sprawia, że smakuje inaczej niż typowa gruszka - mniej słodko, za to bardziej wodniście i chłodząco.
Kupuję ją w sklepach z owocami azjatyckimi lub w większych sieciach handlowych, gdzie bywa oznaczona jako „gruszka azjatycka" albo „nashi". Świetnie sprawdza się pokrojona w cienkie plasterki i schłodzona w lodówce przez godzinę przed podaniem.
