Tak zrobisz najlepszą kawę jak dawniej. W PRL pił ją każdy jesienią
Pamiętam szklankę w metalowym koszyczku, która stała na kuchennym stole u babci, i zapach kawy wymieszanej z cynamonem, który rozchodził się po całym mieszkaniu w chłodne jesienne poranki. Nie miała ekspresu, nie miała nawet zaparzacza - całą kawę robiła prosto w szklance, tak jak robiła to większość Polek w czasach PRL. Dziś wracam do tej metody i dodaję do niej jesienny akcent, który babcia serwowała w chłodniejsze dni.
Kawa po turecku, bo tak nazywano ten sposób parzenia, nie była wymysłem mody na “slow coffee” - powstała z konieczności. W sklepach brakowało ekspresów, a prawdziwa, palona kawa bywała trudno dostępna i deficytowa, więc parzono ją najprościej, jak się dało, wprost w szklance zalewanej wrzątkiem. Dziś, kiedy mam w domu ekspres przelewowy, i tak wracam do tej metody, bo smak, który daje, jest zupełnie inny.
Dlaczego kawa po turecku smakowała inaczej
W tej metodzie nie ma filtra, który zatrzymuje olejki aromatyczne - trafiają one bezpośrednio do szklanki, dzięki czemu kawa ma gęstszy, bardziej wyrazisty smak niż ta z ekspresu przelewowego. Fusy opadają na dno po 2-3 minutach, a pije się tylko to, co jest nad nimi, więc nie trzeba żadnego sprzętu poza czajnikiem i szklanką.
Kluczem jest grubość zmielonej kawy - zbyt drobny młynek (jak do espresso) zrobi z napoju gęstą breję, która nie zdąży opaść. Babcia używała kawy mielonej na grubo, podobnej do tej do kawiarki, dzięki czemu fusy spadały szybko, a napój zostawał czysty w górnej części szklanki.
Zobacz też: Zbieram tuż po przymrozkach. Konfiturę robię z nich boską, pomaga też na żołądek
Jesienny dodatek babci, który zmieniał smak
W cieplejszych miesiącach babcia parzyła kawę bez żadnych dodatków, ale jesienią do szklanki wrzucała 2 goździki i kawałek skórki pomarańczowej jeszcze przed zalaniem wrzątkiem. Przyprawy parzyły się razem z kawą, oddając swój aromat do wody, zamiast pływać osobno na powierzchni.
Cynamon dodawała już po zaparzeniu, bo wsypany wcześniej mętni napój i trudniej go potem przecedzić wzrokiem od fusów. Łyżeczka miodu zamiast cukru dopełniała całości - rozpuszczała się szybciej w gorącym napoju i dawała delikatną, karmelową nutę, której nie ma zwykły cukier. Oczywiście zakładając, że miała pod ręką wszystkie te składniki. W tamtych czasach zdobycie ich, nie było łatwe.
Sposób przygotowania
- 2 łyżeczki grubo zmielonej kawy
- 200 ml świeżo zagotowanej wody
- 2 goździki
- kawałek skórki pomarańczowej (ok. 2 cm)
- 1 łyżeczka miodu
- szczypta cynamonu
Krok po kroku - tak parzę kawę jak babcia
Zaczynam od zagotowania wody - musi być naprawdę wrząca, bo tylko wtedy kawa oddaje swój aromat w pełni, a nie tylko gorycz.
- Do szklanki wsypuję kawę, wkładam goździki i skórkę pomarańczową.
- Zalewam wszystko wrzątkiem, mieszam jednokrotnie łyżeczką i odstawiam na 2-3 minuty, żeby fusy opadły na dno.
- Dosypuję szczyptę cynamonu na powierzchnię i dodaję miód, delikatnie mieszając tylko górną warstwę, żeby nie poruszyć fusów.
- Piję powoli, zostawiając ostatni łyk w szklance - to właśnie ten, w którym jest najwięcej fusów.
Zobacz też: Zalej kurę i wstaw do pieca. Mięso będzie soczyste jak nigdy, a skórka chrupnie