Wracam z cmentarza i od razu podaję to do stołu. Rozgrzewa i dodaje sił
Pierwszego listopada po całym dniu na cmentarzu najbardziej brakuje mi ciepła, nie tylko w rękach, ale i w brzuchu. Mam na taki wieczór jeden sprawdzony przepis, który wracał w mojej rodzinie z roku na rok i który stawiam na stole, gdy wszyscy wracamy zziębnięci i głodni. To żurek na białej kiełbasie, gotowy, zanim zdążycie się przebrać z grubej kurtki.
Ten rodzaj zupy ma tę przewagę nad innymi daniami jednogarnkowymi, że łączy w sobie wszystko, czego potrzeba po zimnym dniu na dworze, czyli ciepło, kwaśność rozgrzewającą od środka i solidną porcję mięsa, która naprawdę syci. U mnie w domu to danie wraca co roku właśnie w tym terminie, niemal jak część samego rytuału.
Dlaczego akurat żurek sprawdza się najlepiej
Żurek ma w sobie coś, czego brakuje zwykłej zupie, mianowicie kwas, który orzeźwia i rozgrzewa jednocześnie. Zakwas żytni, na którym gotuje się żurek, zawiera naturalne kwasy organiczne pobudzające krążenie, więc po zjedzeniu miski faktycznie czuć ciepło rozchodzące się po całym ciele, a nie tylko w żołądku.
Drugi powód jest bardziej praktyczny. Żurek robi się szybciej niż większość tradycyjnych polskich zup, bo nie wymaga wielogodzinnego gotowania wywaru. W niecałą godzinę macie gotowe danie, co ma znaczenie, gdy wracacie zmęczeni i zmarznięci, a nie chce się wam stać przy garnku do wieczora.
Przepis na rozgrzewający żurek
Na cztery solidne porcje, potrzeba kilku podstawowych składników. Większość z nich pewnie już macie w lodówce:
- 1 litr zakwasu na żurek (gotowego, z butelki lub własnoręcznie fermentowanego)
- 1 litr wywaru warzywnego lub z białej kiełbasy
- 400 g białej kiełbasy surowej
- 3 ząbki czosnku
- 1 cebula
- 200 ml śmietany 18%
- 4 jajka
- 1 łyżka majeranku
- sól, pieprz do smaku
- opcjonalnie 2-3 ziemniaki, pokrojone w kostkę
Sposób przygotowania
Zaczynam od ugotowania kiełbasy w osobnym garnku z wodą, do której dodaję liść laurowy i ziele angielskie. Po 20 minutach wyjmuję kiełbasę, kroję w plastry, a powstały wywar zostawiam, bo posłuży jako baza zupy.
W drugim garnku podsmażam na odrobinie oleju posiekaną cebulę i czosnek, aż zmiękną, po czym zalewam je wywarem z gotowania kiełbasy. Gdy zupa zacznie bulgotać, wlewam zakwas żytni i dodaję majeranek, a jeśli lubicie zupę z ziemniakami, właśnie teraz jest ich moment.
Gotuję całość jeszcze 10 minut, aż ziemniaki zmiękną, a na koniec hartuję śmietanę, czyli mieszam ją z łyżką gorącej zupy, zanim wleję do garnka. Dzięki temu śmietana się nie zważy i zupa pozostanie gładka. Na talerzu lądują jeszcze pokrojona kiełbasa i przekrojone na pół ugotowane na twardo jajko.
Taki żurek stawiam na stole od razu po powrocie, gorący i dymiący. Po całym dniu na mrozie to dokładnie to, czego potrzeba.